Plaża Santa Cruz de La Palma

Nowa plaża w Santa Cruz, jupijajej!

Plaża Santa Cruz de La Palma

For. TV La Palma

Witajcie Palmerzy i Palmeryjki. Tym przez ostatnie dni żyje nasza kochana wysepka: po pięciu i pół roku – z trzyletnim opóźnieniem – nareszcie otwarto wielką, 550-metrową plażę w stolicy wyspy, Santa Cruz. Po zdjęciu szpecących miasto od lat metalowych ogrodzeń pierwsi localsi zaczęli nieśmiało dreptać po czarnym piasku i maczać nogi w na razie jeszcze chłodnej wodzie.

Nie było fajerwerków, nie było przecinania jedwabnych wstęg, wszystko jakoś tak ukradkiem, bez czerwonych dywanów, jakby z ukrytym w tle zażenowaniem z powodu bulwersującego poślizgu. Jakby urzędnicy chcieli schować głowy w, nomen omen, piasek. Wieść uderzyła znienacka, data rozdziewiczenia plaży została ogłoszona niewiele przed samym wydarzeniem. Jednak… Palmeryjczycy się jarają, cieszą swoje opalone mordki i mówią, że to “muy bien!”. Szczególnie ci starsi, dla których “nowa” plaża to tak naprawdę powrót do ich dzieciństwa.

(więcej…)

Los Indianos

Los Indianos!

Los Indianos

Los Indianos

Dziś najważniejszy dzień w roku na La Palmie – Los Indianos, karnawałowa fiesta celebrująca czasy świetności portu Santa Cruz, pełna ludzi, zabawy, pogody ducha, alkoholu i talku. Dziś (poniedziałek) od 12:00 czasu lokalnego (13:00 polskiego) fiestę będzie można oglądać na żywo na TV La Palma (http://tvlapalma.com/ – lub na facebooku, http://www.facebook.com/TVlapalma/). Co to będzie, co to będzie!

A tymczasem wiemy, co to było, co to było. Mój luby chciał podzielić się wrażeniami ze swojego Los Indianos – przedstawiam Wam los Indianos okiem osoby doświadczającej tej fiesty go po raz pierwszy 🙂

(więcej…)

Ulica Calle Real w dniu Los Indianos

Los Indianos 2013, już zaraz, za chwilkę!

Los Indianos

Los Indianos

Już jutro ponad 80 tysięcy wbrew pozorom zdrowych psychicznie palmeryjczyków w białych ciuszkach i słomkowych kapeluszach wyjdzie na ulice Santa Cruz de La Palma by rzucać w siebie talkiem do białego, nomen omen, rana. Koło szesnastej tradycyjnie do Santa Cruz podjedzie busik Binter Canarias, coby porozdawać tłumowi charakterystyczne tuby, nadziane talkiem narzędzia zabawy. A wiecie, że o mały włos efektem motyla na Los Indianos w ogóle nie byłoby żadnego rzucania się proszkami? (więcej…)

Nitrato de Chile

Parę rzeczy o Santa Cruz, których nie ma w przewodniku

Stara fotografia Santa Cruz - okolice portu, w głębi poczta

Stara fotografia Santa Cruz de La Palma – okolice portu, w głębi poczta

“Idziemy do miasta (¿vamos a la ciudad?) do jakiejś knajpki?” – rzekł do mnie kolega lat temu parę na początku mego pobytu lapalmowego, gdy siedzieliśmy sobie na przystanku guaguowym w mym ówczesnym miasteczku zamieszkania, El Paso. Z istotnym niezrozumieniem spojrzałam na niego, myśląc, “ale co ty pitolisz?” Oto jesteśmy sobie w centrum miasta i pytasz się mnie, czy pójdziemy może do centrum miasta. Trochę jak dzielenie przez zero?

Uznałam, że pewnie coś nie tak z moim hiszpańskim, więc odzwierciedlając werbalnie moje zdumienie, uciekłam w inny fakt – “przecież tu nie ma ani jednej knajpy”. Odbitą do mnie piłeczką okazał się wyraz twarzy, który zrozumieć mogłam tylko jako “ale co ty pitolisz?”, tyle, że przebijające moje wcześniejsze zdumienie czterokrotnie. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w palmeryjskim rozumieniu świata “idziemy do miasta¨ to nie, jak w polskim, udanie się do centrum miasta, w którym się aktualnie jest, lub w okolicach którego się jest. W palmeryjskiej nomenklaturze Miasto (ciudad) = Santa Cruz de La Palma. Kropka. W zależności od pochodzenia lub miejsca zamieszkania palmeryjczyka, może mu też chodzić o Los Llanos. A el Paso w każdym wypadku to miasteczko, czyli pueblo, zupełnie inna bajka.  (więcej…)

Rejs Ęgry Kanary, Raport nr 01

Marina La Palma, jacht Garañón, over! Jakoś tak się wydarzyło, iż opiekuję się lingwistyczno-gastronomiczno-załatwianiowo-przewodniczo w rejsie po kanarach, w raźnym jachchie wypłynęło nas 6 polskiego chłopa i dziewcza, a w tej chwili, pisząc z Mariny na La Palmie, po długiej falistej drodze, jest nas już więcej, a obok dobił drugi Więcej…

Los Indianos, 2012.

Los Indianos 2012

Los Indianos 2012 przy pocztku Calle Real

Pamiętam moje pierwsze Los Indianos… to już 4 lata temu!  Przed pójściem nie wiedziałam zupełnie, co mnie czeka, nikt mi nic nie powiedział, natomiast zaufałam faktowi, że wszyscy mówili o tym dniu istotnie się jarając. Ale to był dopiero początek…

Był to, jak się okazało, specjalny zabieg, mający na celu wgniecenie mnie w fotel.

Polecono mi pójść do sklepu, a polecenie było proste – kupić białe ciuchy. No to przeleciałam w głowie moją szafę i powiedziałam, że po co kupować, przecież mam jakieś kremowe spodnie i koszulkę czy coś. Nie, nie, nie! Jak ja nic nie wiem o życiu! Ach, ci guiris. (więcej…)

Już za chwileczkę, już za momencik… Los Indianos, 20 lutego 2012

Gdyby ktoś zrobił statystyki częstotliwości słów wypowiadanych w ciągu 24 lutowych godzin na La Palmie, tuż po “cześć”, “dobrze” i “ñooooo” uplasowałyby się jeszcze “los indianos“. Podnieceniu zbliżaniem się najważniejszego dnia w roku towarzyszy najczęściej troska o to, czy aby akurat tego jednego dnia nie będzie padać. Tegoroczna wybitna susza Więcej…

2 miesiące w 58 zdjęciach

Widok od środka

Jasnikia przy rio muerto. Widok od środka

Dopiero gdy człek wyrwie się ze swojej jednej rzeczywistości w drugą, potrafi spojrzeć innym okiem na rzeczy oczywiste. Przyjechawszy na Święta do Polski, przeglądam aparat fotograficzny i zadaję sobie pytanie – jakim cudem mi się wydawało, że ja nie mam o czym pisać? Jak to dobrze, że cykam ciągle fotki całego mego otoczenia, gdyby nie to, nie zdałabym sobie sprawy z tego, że przecież tyle się działo, stało.

Wybrałam ich parę, i jedna z drugą często nie ma przyczynowo – skutkowo wiele wspólnego. Do oglądania jako ścieżka dźwiękowa proponuję duet Świętej Świeżo Pamięci Cesarii Evory z Zielonego Przylądka oraz lokalnego, kanaryjskiego hmmm… barda? Poety śpiewanego? Pedro Guerra, nietykalna świętość i ikona dumy kanaryjczyka (więcej…)

Moplikiem se jado do Santa Cruz

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Sytuacja oglądana z zewnątrz musiała przypominać nieco sceny wesołych upadków z kreskówek, gdy Walt Disney nie był jeszcze zamrożony,  gdy zasiadłszy  w skuter ruszyłam do przodu, a przynajmniej taka była moja intencja.  Mało to komfortowa sytuacja mając na uwadze, że mój kask model Orzeszek Ziemny stanowi ochronę, która w razie wypadku gwarantuje, że zamiast na 10 części, czaszka rozbije się jedynie na cztery, ale co tu dużo mówić, uśmiałam się z siebie.

Mój samochód zaliczył zgon, tym sposobem, po jakichś czterech latach, zasiadam na zapomniany niebieski skuter niczym na czarną klacz. Klaczy w końcu też nie działa licznik, a jeździ. (więcej…)

Street music – FlamencoJazz

Łaaaa, tego można na ulicy Santa Cruz posłuchać. Kocham patrzeć jak Juanito wczuwa się w pudło 🙂 Mamy sobie tutaj taką kapelę co się zowie Ziriab, co prawda zmieniła skład już chyba 100 razy, ale to chyba nieważne, mając na uwadze level. Posłuchajta. http://www.youtube.com/watch?v=0kvny9IyMPM