Transvulcania 2012, La Palma, tym razem z polskim udziałem

Transvulcania

Transvulcania

Jeszcze tylko parę dni do ultramaratonu Transvulcania! I to z Polskim udziałem Kasi Zając. Jest sobie taki konkurs tylko dla najtwardszych: 8500 zakumulowanych metrów wchodzenia pod górę na czas, wulkanicznymi ścieżkami, w gorącu i suchocie… Zeszłoroczny wbijający w podłogę rekord to 7,5 godziny(!!!). Tylko spójrzcie na mapę na stronie, a kto był na wyspie i widział, co to znaczy chodzić po palmeryjskich górach, i kto osobiście dostał zadyszki wychodząc do sklepu na róg po papierosy, zrozumie 🙂 Większość ludzi odpada w drodze… niniejszym trzymam kciuki za tegorocznych ludzi-maszyn. W światku to duży i znany event, ale po tegorocznym plakacie i webie widać cięcia budżetowe :] (więcej…)

Rejs po Wyspach Kanaryjskich: Teneryfa, La Palma, El Hierro, La Gomera – raport pełny, całościowy

Ęgry Kanary, nasz rejs

Ęgry Kanary, nasz rejs

Teneryfa

Teneryfski księżyc delikatnie pieścił swą łuną wilgotny plastik pokładu, gdy z bagażami władowaliśmy się do portowego baru, celem konsumpcji paru kufli Dorady. Mała knajpka nie tylko przeszła test piwny, ale i test kalmarów, więc uznaliśmy, że Teneryfa odfajkowana i następnego dnia z rańca można opuścić port.

Nazajutrz teneryfskie słońce delikatnie muskało swymi promieniami wilgotny plastik pokładu, gdy władowaliśmy się weń z zaopatrzeniem żywnościowo-trunkowym. Adam i Ewa (wówczas jeszcze bez jabłka, węża i grzechu) + Monia popłynęli łódeczką do Santa Cruz de Tenerife, a my w międzyczasie oddajac się w bezlitosne i omylne ręce GPSa, po wielu kółkach, oddaliśmy wynajęty samochód i zrobiliśmy szybki sajtseeing.

Santa Cruz de Tenerife, Teneryfa

Santa Cruz de Tenerife, Teneryfa

Zahaczyliśmy o pchli targ, odbywający się co weekend w przybrzeżnej części miasta, ale powstrzymałam się od kupna jakże atrakcyjnych gadżetów, takich jak ładowarki do nokii z 1997 roku czy sedesu. Brakowało tylko używanych protez, a pewnie, jakby dobrze poszukać, to by się znalazły.

Wypłynęliśmy. Morze było całkiem spoko, a ja tylko modliłam się wewnętrznie, co by takie pozostało – po 2,5 miesięcznym rejsie po Morzu Północnym uważałam się za z lekka wyczuloną na fale powyżej 2 metrów. Płynęliśmy aż do wieczora, przy akompaniamencie grupki delfinów. (więcej…)

Raport nr 02, odcinek El Hierro. Test cierpliwości

port La Restinga, El Hierro

port La Restinga, El Hierro

Od 4 dni jesteśmy sobie utknięci na El Hierro, w La Restinga, porcie na chyba największym (acz uroczym) zadupiu, które można znaleźć na całych Kanarach – bądź co bądź to “koniec świata” był, zanim przeniesiono stąd pierwszy południk do Greenwich.

Wiatr i j*ne fale nie pozwalają na wypłynięcie, port jest tak mały, że nie ma wody ani prądu by podładować jacht, więc tak sobie koczujemy myjąc się w kranach barowych pod krytycznym okiem filipińskiej barmanki, znamy już wszystkich ziomków z okolicy (codziennie są ci sami, siedzą przy tych samych stołach, robiąc to samo). Nasze umiejętności survivalu pozwoliły wyczaić jedyne publiczne prysznice na wyspie – aby wykąpać się wśród choinek musimy przejechać 15km w jedną stronę i biada temu, kto zapomni mydła. (więcej…)

Los Indianos, 2012.

Los Indianos 2012

Los Indianos 2012 przy pocztku Calle Real

Pamiętam moje pierwsze Los Indianos… to już 4 lata temu!  Przed pójściem nie wiedziałam zupełnie, co mnie czeka, nikt mi nic nie powiedział, natomiast zaufałam faktowi, że wszyscy mówili o tym dniu istotnie się jarając. Ale to był dopiero początek…

Był to, jak się okazało, specjalny zabieg, mający na celu wgniecenie mnie w fotel.

Polecono mi pójść do sklepu, a polecenie było proste – kupić białe ciuchy. No to przeleciałam w głowie moją szafę i powiedziałam, że po co kupować, przecież mam jakieś kremowe spodnie i koszulkę czy coś. Nie, nie, nie! Jak ja nic nie wiem o życiu! Ach, ci guiris. (więcej…)

Już za chwileczkę, już za momencik… Los Indianos, 20 lutego 2012

Gdyby ktoś zrobił statystyki częstotliwości słów wypowiadanych w ciągu 24 lutowych godzin na La Palmie, tuż po “cześć”, “dobrze” i “ñooooo” uplasowałyby się jeszcze “los indianos“. Podnieceniu zbliżaniem się najważniejszego dnia w roku towarzyszy najczęściej troska o to, czy aby akurat tego jednego dnia nie będzie padać. Tegoroczna wybitna susza Dowiedz się więcej

2 miesiące w 58 zdjęciach

Widok od środka

Jasnikia przy rio muerto. Widok od środka

Dopiero gdy człek wyrwie się ze swojej jednej rzeczywistości w drugą, potrafi spojrzeć innym okiem na rzeczy oczywiste. Przyjechawszy na Święta do Polski, przeglądam aparat fotograficzny i zadaję sobie pytanie – jakim cudem mi się wydawało, że ja nie mam o czym pisać? Jak to dobrze, że cykam ciągle fotki całego mego otoczenia, gdyby nie to, nie zdałabym sobie sprawy z tego, że przecież tyle się działo, stało.

Wybrałam ich parę, i jedna z drugą często nie ma przyczynowo – skutkowo wiele wspólnego. Do oglądania jako ścieżka dźwiękowa proponuję duet Świętej Świeżo Pamięci Cesarii Evory z Zielonego Przylądka oraz lokalnego, kanaryjskiego hmmm… barda? Poety śpiewanego? Pedro Guerra, nietykalna świętość i ikona dumy kanaryjczyka (więcej…)

Moplikiem se jado do Santa Cruz

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Sytuacja oglądana z zewnątrz musiała przypominać nieco sceny wesołych upadków z kreskówek, gdy Walt Disney nie był jeszcze zamrożony,  gdy zasiadłszy  w skuter ruszyłam do przodu, a przynajmniej taka była moja intencja.  Mało to komfortowa sytuacja mając na uwadze, że mój kask model Orzeszek Ziemny stanowi ochronę, która w razie wypadku gwarantuje, że zamiast na 10 części, czaszka rozbije się jedynie na cztery, ale co tu dużo mówić, uśmiałam się z siebie.

Mój samochód zaliczył zgon, tym sposobem, po jakichś czterech latach, zasiadam na zapomniany niebieski skuter niczym na czarną klacz. Klaczy w końcu też nie działa licznik, a jeździ. (więcej…)