Imprezowanie po Kanaryjsku

Różnice kulturowe: Palmeryjczyk vs. Europejczyk

Palmeryjka

Palmeryjka

Kontakt wzrokowy

Tak, jak w dzikich częściach wyspy zwierzęta nie nauczyły się bać człowieka, tak Palmeryjczycy nie boją się kontaktu wzrokowego. Na początku jest dziwnie, bo nasze europejskie uciekanie, skrępowanie, sięganie po telefon i wyuczone niewchodzenie nikomu w drogę (bo jeszcze można dostać wp***) głęboko zakodowały w naszym DNA błyskawiczną reakcję ucieczkową wobec krzyżujących się linii wzroku pomiędzy źrenicami dwóch nieznających się osobników. Tymczasem na La Palmie patrzenie w oczy mijanego z naprzeciwka przechodnia jest absolutnie normalne, a na dodatek zobowiązujące do powiedzenia „dzień dobry”. Co prawda lokalsi nie zawsze witają się z turystami – także dlatego, że turyści nie mówią „dzień dobry” im – ale w większości przypadków jednak tak jest i już po paru dniach przestaniemy się bać patrzeć obcym braciom i siostrom prosto w oczy. Tym sposobem La Palma pozwala stać się ponownie dzieckiem  gapiącym się w obcego oczami-talerzami – zanim mama nauczyła, że tak nie wypada. To zjawisko jest także dowodem na przyjazne nastawienie ludzi do siebie. (więcej…)

Kruk

Co lata po La Palmie

Moja lapalmania jest fajna, bo jest niszowa. Lubię niszowość, nietypowość, rzeczy na uboczu, ścieżki mało uczęszczane, uliczki boczne, dobre piosenki z trzystoma wyświetleniami na Youtube. Do tego to całkiem wygodne i ego łechcące, bo jak się zna na czymś mało znanym, to się nie ma konkurencji i od razu jest się w danej materii  ekspertem. Moja kariera komiksowa jest dużo trudniejsza, bo komiksiarzy, ich znawców i ich “znawców” jest dużo, a lapalmaniaków nie.
Okazuje się jednak, że ktoś mnie przebił. Bo Paweł zna się na… ptakach La Palmy. To nisza w niszy, drugi poziom zaniszowania – metanisza. Po przeczytaniu wiedzieć będziecie rzeczy, o których wie 0,0008% promila setnego dziesiętnego kawałeczka ludzi, którzy nie dość, że a) mają komputer, to jeszcze b) rozumieją język Polski i c) lubią La Palmę. Witaj w gronie elit.

Oddajemy głos Pawłowi. (więcej…)

Plaża Santa Cruz de La Palma

Nowa plaża w Santa Cruz, jupijajej!

Plaża Santa Cruz de La Palma

For. TV La Palma

Witajcie Palmerzy i Palmeryjki. Tym przez ostatnie dni żyje nasza kochana wysepka: po pięciu i pół roku – z trzyletnim opóźnieniem – nareszcie otwarto wielką, 550-metrową plażę w stolicy wyspy, Santa Cruz. Po zdjęciu szpecących miasto od lat metalowych ogrodzeń pierwsi localsi zaczęli nieśmiało dreptać po czarnym piasku i maczać nogi w na razie jeszcze chłodnej wodzie.

Nie było fajerwerków, nie było przecinania jedwabnych wstęg, wszystko jakoś tak ukradkiem, bez czerwonych dywanów, jakby z ukrytym w tle zażenowaniem z powodu bulwersującego poślizgu. Jakby urzędnicy chcieli schować głowy w, nomen omen, piasek. Wieść uderzyła znienacka, data rozdziewiczenia plaży została ogłoszona niewiele przed samym wydarzeniem. Jednak… Palmeryjczycy się jarają, cieszą swoje opalone mordki i mówią, że to “muy bien!”. Szczególnie ci starsi, dla których “nowa” plaża to tak naprawdę powrót do ich dzieciństwa.

(więcej…)

Casetas

Casetas

Casetas

Dziś po raz pierwszy będziecie mieli okazję zobaczyć La Palmę pisemnymi oczami Karoliny. Karolinka od lat pięknie pokazuje Wam wyspę swoimi zdjęciami. Podczas edycji powstającego przewodnika turystycznego po La Palmie Karolina trafiła na fragment, w którym wyjaśniam czym jest prawo “ley de costas” – prawo zagrażające istnieniu przybrzeżnych domków zwanych powszechnie casetas. Hej, oczy w dłoń, zapraszam do lektury.

Kinga

 

(więcej…)

Los Indianos

Los Indianos!

Los Indianos

Los Indianos

Dziś najważniejszy dzień w roku na La Palmie – Los Indianos, karnawałowa fiesta celebrująca czasy świetności portu Santa Cruz, pełna ludzi, zabawy, pogody ducha, alkoholu i talku. Dziś (poniedziałek) od 12:00 czasu lokalnego (13:00 polskiego) fiestę będzie można oglądać na żywo na TV La Palma (http://tvlapalma.com/ – lub na facebooku, http://www.facebook.com/TVlapalma/). Co to będzie, co to będzie!

A tymczasem wiemy, co to było, co to było. Mój luby chciał podzielić się wrażeniami ze swojego Los Indianos – przedstawiam Wam los Indianos okiem osoby doświadczającej tej fiesty go po raz pierwszy 🙂

(więcej…)

Przepis: papas arrugadas

Hej kochani, jedna z fanek zażyczyła sobie przepis na marszczone ziemniaczki papas arrugadas. Ponieważ przepis jest prosty, chętnie zaserwuję 🙂

Kto na Kanarach był, zapewne doświadczył małych, pomarszczonych kartofelków otulonych kruchą warstewką soli. W wersji super pierwotnej ziemniaki gotuje się po prostu w wodzie wyjętej garnkiem z oceanu. Kto jednak nie ma oceanu pod ręką, niechaj szykuje palnik, sól i kran.

Papas arrugadas. Fot. przy smacznej współpracy z Fotokulinarnie.pl

Do gotowania wybieramy ziemniaczki małe, najlepiej jak najmniejsze. De facto powinny być to specyficzne kanaryjskie gatunki, spróbujemy jednak zrobić co się da w wersji spolszczonej. Dla najlepszej imitacji wyglądu, spróbujmy znaleźć gatunek o ciemnym kolorze skórki.

Papas arrugadas najczęściej podaje się z czerwonym lub zielonym sosem mojo.

(więcej…)

Recenzja – Itaka, Teneguía Princess, La Palma

La-palma.pl koresponduje z Kasią od miesięcy. Kasia swoją wizytę na wyspie potraktowała bardzo serio i jestem pod wrażeniem jej solidnego przygotowania, z przyjemnością więc udzielałam  jej wszelkich niezbędnych informacji. Kasia w nagrodę podzieli się z Wami jej lapalmową recenzją, tak, żebyście mogli z pierwszej ręki dowiedzieć się, czego się spodziewać, decydując się na pakiet Itaki.

Oto list.

La Palma, czyli spełnione marzenie

Góry

Chciałabym wykrzyknąć „Hurrraaaa!”, ale ograniczę się do wyznania, że – jak w tytule – udało mi się zrealizować z dawna hołubione marzenie, jakim była wizyta na La Palmie. Trafić tam trudniej niż na najbardziej znane Wyspy Kanaryjskie, czyli te mocno oblegane Teneryfę, Gran Canarię, Lanzarote czy Fuerteventurę. Ostatnimi laty na popularności zyskała też przecudna La Gomera, bo z Teneryfy przeprawa jest relatywnie krótka, a poza tym stanowi ona cel przynajmniej połowy wycieczek z Teneryfy. La Palma (najbardziej ukochana przez niemieckich turystów) traktowana była przez nas (myślę oczywiście o turystach) zgoła po macoszemu. Touroperatorzy, ze swej strony, bali się chyba wylansować wyspę i w rzeczy samej ciężko było zapełnić czartery na tym kierunku. Dopiero latem 2016 r., po nieudanych próbach w 2012 i 2013, ITAKA spróbowała proponując ofertę All inclusive w hotelu Teneguia Princess, która chwyciła „zachwycająco”, dyskwalifikując (jakże niesłusznie!) całą resztę oferowanej bazy hotelowej. (więcej…)

Od użerającego się z moją lapalmanią

Magic

(Poniższy tekst przygotował mój luby).

Jadąc na La Palmę po raz pierwszy miałem przewagę w postaci mnóstwa opowieści mojej ukochanej z pięciu lat pobytu na wyspie. Doskonale znajome czytelnikom tego bloga szumy, zlepy i ciągi spod znaku “a na La Palmie” towarzyszyły mi w każdej narracji, niezależnie od okoliczności, bawiąc/ucząc/nudząc¹ – La Palma była w moim życiu tak mocno obecna, że nie sposób było w końcu nie odwiedzić tego miejsca.

 

 

Panorama wybrzeża (kliknij by powiększyć)

Panorama wybrzeża (kliknij by powiększyć)

Prawdę mówiąc byłem dość sceptycznie nastawiony do jej opowieści – jak każdej, która jest przekazem wrażeń, emocji i spostrzeżeń – tak bardzo subiektywnych, tak bardzo uwarunkowanych wieloma zmiennymi – tak bardzo innych od moich własnych. Pragnienie doświadczenia wyspy własnymi zmysłami, weryfikacji opowieści i wejścia na podobną częstotliwość emocji było dość silne, dlatego z radością powitałem chwilę, w której plan wyprawy wszedł w fazę realizacji. (więcej…)

La Palma – grudniowa kontrola jakości

Słońcem łechtane lico

Ostatni raz stopa moja dotknęła cudownej ziemi La Palmy dwa lata temu. Druga zresztą też. Co na pewno zmieniło się od tamtego czasu to łatwość dostępu – dwa lata temu były to linie Norwegian, załapałam się na „bardzo dobry i tani deal” – dziś jest to latający z Londynu EasyJet, gdzie ceny ówczesnego dealu to dzisiejsza normalka.

Wyjazd zapoczątkowały utrzymane w pięknym balansie niespodzianki. Najpierw siadam ja sobie w samolocie, po prawej mam puste miejsce i rzeczę sobie wewnętrznie do swych własnych zwojów: „o, jak fajnie, może nikogo nie będę miała po prawej, będę się mogła położyć na te cztery godziny”. Po paru minutach zastygam z mięśniami twarzy ułożonymi w encyklopedyczną definicję konsternacji, bo dostrzegam wchodzącego do samolotu mojego brata. To nie był zbieg okoliczności. To była misternie przygotowana niespodzianka dla mnie! (zamiast czterogodzinnej ciszy były czterogodzinne śmiechy, bardzo przepraszam pasażerów w okolicach naszych siedzeń, nie zaznaliście przez nas spokoju).

(więcej…)