Wywiad z bananowcem

Bananowiec

Bananowiec

Przygotowując nowy artykuł o bananach, tłumaczyłam sobie piosenkę Horcón Boys, kanaryjski slang w przypadku tego kawałka w paru miejscach jednak mnie po prostu przerósł.

W poszukiwaniu slangowej pomocy wybrałam kumpla, kanaryjczyka do bólu, który kiedyś pracował dwa lata przy uprawie bananów. Korzystając z okazji, podpytałam go o parę bananowych szczegółów, których można się dowiedzieć tylko będąc doświadczonym insajderem.

Jakie są twoje wspomnienia z pracy w bananach?

 

(więcej…)

A kysz, Gordonie

Huragan Gordon

Huragan Gordon

Okej, po luzackim charakterze poprzedniego wpisu, zmuszonam  ponownie spiąć – bez premedytacji i niechętnie – atmosferę. Gdybym nie doniosła, uznałabym się za marnego blogera.

Jakby było mało po ostatnich dwóch lapalmowych pożarach, niedawno dopiero uspokojonych, grymasik zmartwienia marszczy opalone czoła kanaryjczyków. Otóż obgryzając paznokcie patrzymy co się dzieje z huraganem Gordon, który w tej chwili kieruje się nad północny Atlantyk. Tropikalna burza niedawno zamieniła się w huragan kategorii pierwszej skali o mądrej nazwie Saffir-Simpson, która owych kategorii przewiduje pięć. (więcej…)

Nitrato de Chile

Parę rzeczy o Santa Cruz, których nie ma w przewodniku

Stara fotografia Santa Cruz - okolice portu, w głębi poczta

Stara fotografia Santa Cruz de La Palma – okolice portu, w głębi poczta

“Idziemy do miasta (¿vamos a la ciudad?) do jakiejś knajpki?” – rzekł do mnie kolega lat temu parę na początku mego pobytu lapalmowego, gdy siedzieliśmy sobie na przystanku guaguowym w mym ówczesnym miasteczku zamieszkania, El Paso. Z istotnym niezrozumieniem spojrzałam na niego, myśląc, “ale co ty pitolisz?” Oto jesteśmy sobie w centrum miasta i pytasz się mnie, czy pójdziemy może do centrum miasta. Trochę jak dzielenie przez zero?

Uznałam, że pewnie coś nie tak z moim hiszpańskim, więc odzwierciedlając werbalnie moje zdumienie, uciekłam w inny fakt – “przecież tu nie ma ani jednej knajpy”. Odbitą do mnie piłeczką okazał się wyraz twarzy, który zrozumieć mogłam tylko jako “ale co ty pitolisz?”, tyle, że przebijające moje wcześniejsze zdumienie czterokrotnie. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w palmeryjskim rozumieniu świata “idziemy do miasta¨ to nie, jak w polskim, udanie się do centrum miasta, w którym się aktualnie jest, lub w okolicach którego się jest. W palmeryjskiej nomenklaturze Miasto (ciudad) = Santa Cruz de La Palma. Kropka. W zależności od pochodzenia lub miejsca zamieszkania palmeryjczyka, może mu też chodzić o Los Llanos. A el Paso w każdym wypadku to miasteczko, czyli pueblo, zupełnie inna bajka.  (więcej…)

La Palma jednak pozostanie smakowitym, elitarnym, odludkowym kąskiem

Nie będzie polskich turystów

Nie będzie polskich turystów

A jednak nie będzie lotów z Warszawy na La Palmę. Itaka ogłosiła pisemnie swoją decyzję o odwołaniu cotygodniowego lotu, uzgodnionego z wyspą na pierwszy, dziewiczy sezon. Lot miał wozić co tydzień 189 spragnionych bananów i palm Polaków, tymczasem Itaka na całe lato sprzedała tylko 140 biletów.

Poza tym lotnisko na La Palmie jest za małe na nasze polskie mocarne samoloty, a podstawienie mniejszego zwiększyłoby koszty o 20%. Fakt, lapalmowe lotnisko nie spełnia europejskich norm długości lądowiska, ale jakoś niemieckim samolotom to nie przeszkadza. (więcej…)

Raport nr 02, odcinek El Hierro. Test cierpliwości

port La Restinga, El Hierro

port La Restinga, El Hierro

Od 4 dni jesteśmy sobie utknięci na El Hierro, w La Restinga, porcie na chyba największym (acz uroczym) zadupiu, które można znaleźć na całych Kanarach – bądź co bądź to “koniec świata” był, zanim przeniesiono stąd pierwszy południk do Greenwich.

Wiatr i j*ne fale nie pozwalają na wypłynięcie, port jest tak mały, że nie ma wody ani prądu by podładować jacht, więc tak sobie koczujemy myjąc się w kranach barowych pod krytycznym okiem filipińskiej barmanki, znamy już wszystkich ziomków z okolicy (codziennie są ci sami, siedzą przy tych samych stołach, robiąc to samo). Nasze umiejętności survivalu pozwoliły wyczaić jedyne publiczne prysznice na wyspie – aby wykąpać się wśród choinek musimy przejechać 15km w jedną stronę i biada temu, kto zapomni mydła. (więcej…)