Gofio i tradycyjny kamień do mielenia

Gofio

Gofio i tradycyjny kamień do mielenia

Gofio i tradycyjny kamień do mielenia

Jako Polacy wielbią wyroby czekoladopodobne, oranżadę w proszku czy pumpernikiel, tako kanaryjczycy mają swoje gofio. A zajadają się nim od stuleci, przez wiele generacji było to jedzenie dla biednych i ratowało życie podczas głodu, który Wyspy Kanaryjskie od czasów konkwisty nawiedzał periodycznie. Dziś na Kanarach gofio, mąkę przygotowaną z prażonych zbóż, wcina się nadal, acz reputacja owej substancji ewoluowała by ostatecznie wylądować na piedestałach gastronomicznych.  A nie jest to coś, co znajdzie z łatwością turysta bez uprzedniej edukacji rozeznaniowej w lokalnej kulturze. (więcej…)

Smażone dynie..

Susza wywarła wielkie spustoszenie

Szybki przegląd ogródka po (i w trakcie) długiej, długiej suszy, z palmeryjczykami odbębniającymi taniec deszczu w roli drugoplanowej. Gwoli dumy, drzewko papajowe kilka lat temu zasiane przeze mnie własnoręcznie, z nasionka zeżartej własnoustnie papai, pielęgnowane starannie w doniczce kilka lat, roślina wsadzona rok temu do ziemi – pierwszy raz owocuje! Jeee. (więcej…)

typowy kanaryjski sos mojo

Przywieź sobie wypas z Kanarów

Plastikowego delfina, ręcznik z napisem Canary Islands i breloczki dla tych mniej ważnych znajomych polecam wziąć i rytualnie podpalić. Skoro czytasz tę stronę, to znaczy, że jesteś człowiekiem niebanalnym i byle chały sobie nie weźmiesz. Ręcznie tkany jedwab, cygara, najlepszej jakości alkohol i przyklejony na twarzy niedosłownie banan, to tylko niektóre z moich propozycji…

  1. Ręcznie robione cygara z La Palmy, fot. Karolina Bazydło

    Ręcznie robione cygara z La Palmy, fot. Karolina Bazydło

    Cygara. Gdy na palmeryjskim stole ląduje cedrowe pudełko, to znaczy, że zaczyna się rytuał cygara. Prawdziwy wielbiciel płucze najpierw usta, aby lepiej docenić smak tytoniu, potem zbliża cygaro do ucha, zgniata i słucha, jak chrupią zwinięte liście. Zapalając cygaro długą zapałką palacze wchodzą w dialog z chmurą dymu. Purero, czyli wytwórca cygar, poprzez odpowiednią mieszankę (palmeryjski tytoń miesza się z innymi, aby złagodzić jego intensywny smak) i zrolowanie osiąga biały popiół, bardzo doceniany przez prawdziwych palaczy. (więcej…)

Wywiad z bananowcem

Bananowiec

Bananowiec

Przygotowując nowy artykuł o bananach, tłumaczyłam sobie piosenkę Horcón Boys, kanaryjski slang w przypadku tego kawałka w paru miejscach jednak mnie po prostu przerósł.

W poszukiwaniu slangowej pomocy wybrałam kumpla, kanaryjczyka do bólu, który kiedyś pracował dwa lata przy uprawie bananów. Korzystając z okazji, podpytałam go o parę bananowych szczegółów, których można się dowiedzieć tylko będąc doświadczonym insajderem.

Jakie są twoje wspomnienia z pracy w bananach?

 

(więcej…)

A kysz, Gordonie

Huragan Gordon

Huragan Gordon

Okej, po luzackim charakterze poprzedniego wpisu, zmuszonam  ponownie spiąć – bez premedytacji i niechętnie – atmosferę. Gdybym nie doniosła, uznałabym się za marnego blogera.

Jakby było mało po ostatnich dwóch lapalmowych pożarach, niedawno dopiero uspokojonych, grymasik zmartwienia marszczy opalone czoła kanaryjczyków. Otóż obgryzając paznokcie patrzymy co się dzieje z huraganem Gordon, który w tej chwili kieruje się nad północny Atlantyk. Tropikalna burza niedawno zamieniła się w huragan kategorii pierwszej skali o mądrej nazwie Saffir-Simpson, która owych kategorii przewiduje pięć. (więcej…)

Nitrato de Chile

Parę rzeczy o Santa Cruz, których nie ma w przewodniku

Stara fotografia Santa Cruz - okolice portu, w głębi poczta

Stara fotografia Santa Cruz de La Palma – okolice portu, w głębi poczta

“Idziemy do miasta (¿vamos a la ciudad?) do jakiejś knajpki?” – rzekł do mnie kolega lat temu parę na początku mego pobytu lapalmowego, gdy siedzieliśmy sobie na przystanku guaguowym w mym ówczesnym miasteczku zamieszkania, El Paso. Z istotnym niezrozumieniem spojrzałam na niego, myśląc, “ale co ty pitolisz?” Oto jesteśmy sobie w centrum miasta i pytasz się mnie, czy pójdziemy może do centrum miasta. Trochę jak dzielenie przez zero?

Uznałam, że pewnie coś nie tak z moim hiszpańskim, więc odzwierciedlając werbalnie moje zdumienie, uciekłam w inny fakt – “przecież tu nie ma ani jednej knajpy”. Odbitą do mnie piłeczką okazał się wyraz twarzy, który zrozumieć mogłam tylko jako “ale co ty pitolisz?”, tyle, że przebijające moje wcześniejsze zdumienie czterokrotnie. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w palmeryjskim rozumieniu świata “idziemy do miasta¨ to nie, jak w polskim, udanie się do centrum miasta, w którym się aktualnie jest, lub w okolicach którego się jest. W palmeryjskiej nomenklaturze Miasto (ciudad) = Santa Cruz de La Palma. Kropka. W zależności od pochodzenia lub miejsca zamieszkania palmeryjczyka, może mu też chodzić o Los Llanos. A el Paso w każdym wypadku to miasteczko, czyli pueblo, zupełnie inna bajka.  (więcej…)