Parę rzeczy o Santa Cruz, których nie ma w przewodniku

Stara fotografia Santa Cruz - okolice portu, w głębi poczta
Stara fotografia Santa Cruz de La Palma – okolice portu, w głębi poczta

“Idziemy do miasta (¿vamos a la ciudad?) do jakiejś knajpki?” – rzekł do mnie kolega lat temu parę na początku mego pobytu lapalmowego, gdy siedzieliśmy sobie na przystanku guaguowym w mym ówczesnym miasteczku zamieszkania, El Paso. Z istotnym niezrozumieniem spojrzałam na niego, myśląc, “ale co ty pitolisz?” Oto jesteśmy sobie w centrum miasta i pytasz się mnie, czy pójdziemy może do centrum miasta. Trochę jak dzielenie przez zero?

Uznałam, że pewnie coś nie tak z moim hiszpańskim, więc odzwierciedlając werbalnie moje zdumienie, uciekłam w inny fakt – “przecież tu nie ma ani jednej knajpy”. Odbitą do mnie piłeczką okazał się wyraz twarzy, który zrozumieć mogłam tylko jako “ale co ty pitolisz?”, tyle, że przebijające moje wcześniejsze zdumienie czterokrotnie. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w palmeryjskim rozumieniu świata “idziemy do miasta¨ to nie, jak w polskim, udanie się do centrum miasta, w którym się aktualnie jest, lub w okolicach którego się jest. W palmeryjskiej nomenklaturze Miasto (ciudad) = Santa Cruz de La Palma. Kropka. W zależności od pochodzenia lub miejsca zamieszkania palmeryjczyka, może mu też chodzić o Los Llanos. A el Paso w każdym wypadku to miasteczko, czyli pueblo, zupełnie inna bajka. 

Nitrato de Chile
Nitrato de Chile – początek Calle Real

Kiedy znajdziesz się już, turysto, lub lepiej podróżniku, w Mieście przez duże M, zapewne twoja intuicja pokieruje cię przez główną ulicę, czyli Calle Real/Calle O’Daly. Zanim przejdziesz się nią dziarsko od portu, zobaczysz na jej początku kafelkowaną w stylu Art Déco reklamę Lucky Luke’a na koniu z napisem Nitrato de Chile.

Jest to znany w Hiszpanii plakat reklamowy nawozów azotanowych i można go zobaczyć w różnych starych miasteczkach rozsianych po kraju. Ja sama dowiedziałam się tego w praniu, gdy tkwiąc w przekonaniu o wyjątkowości i unikalności plakatu w Santa Cruz, ujrzałam znienacka identyczny plakat gdzieś w okolicy Salamanki i neurony w moim mózgu dostały na jakiś czas głupawki, dopóki mi nie obtłumaczono, że to odpowiednik dzisiejszego billboardu powielanego na szerszą skalę. Reklama powstała w roku 1929, i pozostaje do dziś chyba jedynym billboardem na całej La Palmie ;)

Santa Cruz kiedyś i dziś
Santa Cruz kiedyś i dziś

Reklamowany produkt to dokładniej azotan sodu. Gdy w Chile odkryto wielkie pokłady tego czegoś, rozpoczął się wielki eksport do Europy, a jako, że La Palma to pierwszy port po przepłynięciu oceanu z Nowego Świata do Europy, szybko wyspa stała się monopolistą w sektorze. Kafelki do reklamy wyprodukowano w fabryce Ramón Castelló w Walencji i umiejscowiono w takim punkcie, aby widzieli je wszyscy rolnicy, przedsiębiorcy, pracownicy firm transportowych i żeglarze, którzy od południa udawali się w kierunku centrum miasta, podobnie jak dziś ty.

Idziesz więc sobie uliczką O’daly i patrzysz na wulkaniczny bruk pod twoimi nogami. I pewnie nie wiesz, że jeszcze niedawno kamienie te wystawały, były wielkie koleiny i w ogóle biada kobietom poruszającym się w obuwiu na obcasach. Palmeryjczycy wyjęli każdy kamyczek z Calle Real i położyli go na nowo, ale równo.

No i idziesz dalej ulicą Calle Real, nieświadom czyhających na ciebie zewsząd ciekawostek. Zupełnie nie zwraca twojej uwagi Bar Bahía, bo nie zachęca do wejścia absolutnie niczym, w europejskim postrzeganiu świata – brzydkie plakaty, plastikowe krzesła, marna wentylacja w środku… W kanaryjskim postrzeganiu świata, jest to świetne miejsce, ponieważ ma wszystko, co potrzebne – brzydkie plakaty, plastikowe krzesła i brak wentylacji. Nieświadomie więc przemykasz obok byznesu pana Diego, nie wiedząc o tym, że panu Diego dziękuje za swe istnienie ktokolwiek, kto rozpoczyna pracę w s/c nietypowo, bo na siódmą – Bahía to jedyne miejsce, które w ogóle otwiera tak wcześnie. KAAAWAAAA!!! Oaza na porannej kawowej pustyni, upragniona dawka kofeiny po sennym zombiowatym wojażu przez cumbre, upragniona filiżaneczka z warstewką skondensowanego słodzonego mleka bogów, utrzymująca przy życiu te kilka mięśni, odpowiedzialnych za otwartość powiek… ach, wy, którzy nie zasuwaliście z rańca do roboty w Santa Cruz, nie pojmiecie mojego nieracjonalnego uwielbienia wobec Baru Bahía :)

Santa Cruz kiedyś i dziś
Santa Cruz kiedyś i dziś

Potem skręcasz w prawo i zobaczysz obok siebie bary: Tasca La Esquina, bar La 4 i La Bodeguita del Medio. Każda z tych miejscówek jest bardzo znana i specyficzna. La Esquina to miejsce, gdzie w godzinach przedpołudniowych bardzo łatwo spotkać jakiegoś bardzo znanego na wyspie polityka, który siorbie kawę.

La 4 to miejscówka należąca do syna właściciela restauracji Casa Goyo (gdzie można zjeść sobie kalmara, a tuż nad twoją głową latać będą lądujące samoloty – jedno z klasycznych miejsc do posilania się rdzennych, tradycyjnych palmerów z krwi i kości – polecam). La 4 jeszcze parę lat temu w nocy zapełniała się po brzegi ludźmi tak, że ledwo był margines na ruch płuc, a przy drzwiach zawsze stał jeden ze słynnych lapalmowych wariatów, którego rozpoznać można po białym niby eleganckim wdzieniu, prezencji typu róża w zębach, dziwnej twarzy i hollywoodzkim uśmiechu. Fajna, miła obsługa, dobry jamón serrano i rum z kolą.

Santa Cruz kiedyś i dziś
Santa Cruz kiedyś i dziś

Bodeguita del Medio, zwana La B del M – ma najbardziej autentyczny klimat i polecam napić się tam cortado, tym bardziej, że na dzień dzisiejszy jest ostatnim zakątkiem S/C, gdzie można dorwać cortado za 50 centów.
Tu sobie coś autentycznego szamniemy, na ścianach wiszą stare fotki z S/C, natomiast specyfiką tego miejsca jest średnia wieku. W przeciwieństwie do la 4, to miejsce preferowane raczej przez seniorów.

 

 

 

Port Santa Cruz
Port Santa Cruz

Idziesz dalej, przemykasz obok palm na placu Hiszpanii, nie wiedząc, że zasadzone były z kubańskich nasion. Za nimi znajduje się ratusz wzniesiony w 1559 po wcześniejszym jego podpaleniu przez piratów w 1553 i jest pierwszym demokratycznym ratuszem Hiszpanii (1773).

Pośród dachówek domków wzdłuż Calle Real czyha kolejna ciekawostka. W wieku XVII port Santa Cruz de La Palma był trzecim największym portem w hiszpańskim imperium, po portach w Amberes i Sewilli, i największym portem na Wyspach Kanaryjskich: zaprojektowany w 1594 roku przez architekta Leonardo Torriani zastąpił starszy, drewniany, który został zniszczony przez wzburzone morze. Do wzniesienia nowego, lepszego portu potrzeba było 500 niewolników. No ale nieważne. Owe trzysta lat wcześniej prawie każdy statek podróżujący z Hiszpanii do Ameryki zatrzymywał się właśnie w tym wypasionym porcie i tak pozostało do XIX wieku.

El Pamir - takie cosie wpływały bardzo często do s/c
El Pamir – takie cosie wpływały bardzo często do santa cruz de la palma

Przez cały ten czas wiele utęskionych niewiast i osób innej płci czekało niecierpliwie na statki przywożące towary i listy od członków rodziny, którzy wyemigrowali do Kuby i Wenezueli, albo na swoich bliskich pasażerów lub członków załogi. Wiele starszych domów w Santa Cruz na dachu ma wybudowane specjalnie dla utęsknionych niewiast podglądy, takie małe gniazda bocianie. Są one zaprojektowane tak, żeby było z nich widać port, chociaż dziś niestety dla wielu widok jest już zablokowany przez nowe, wysokie budynki. Idąc sobie Calle Real można pobawić się w szukanie takich bocianich gniazd, by je zobaczyć najlepiej wspiąć się wyżej, w najstarszą część miasta, większość turystów jednak wymięka pod górkę.

 

 

Ulica El Puente - 1865
Ulica El Puente – 1865

Rezygnujesz więc z szukania gniazd i idziesz sobie dalej ulicą Calle Real, aż dochodzisz do przejścia dla pieszych ze światłami na skrzyżowaniu z El Puente, co po naszymu znaczy most, i nic nie wskazuje na to, że to miejsce wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – jak na zdjęciu.

Nie było w ogóle ulicy, tylko wąwóz. Dziś stoją tu najbrzydsze budynki całej stolicy, a nieco wyżej znajduje się podziemny parking.

 

 

Wypłukane w 2011 roku samochody - barranco de Las Nieves, Santa Cruz de La Palma
Wypłukane w 2011 roku samochody – barranco de Las Nieves, Santa Cruz de La Palma

Drepczesz i drepczesz i dochodzisz do drewnianej repliki statku Santa María, która nie jest drewniana, tylko betonowa, a za nim widzisz pustą rzekę, która zapełnia się tylko podczas deszczu w górach, i która jeszcze parę lat wcześniej wypłukała sporą ilość samochodów do morza. Wówczas orientujesz się, że dalej już nic nie ma, zawracasz, przechadzasz się wzdłuż morza przez Avenida Marítima z powrotem do billboardu i nawet nie wiesz, że właśnie stałeś się kolejnym turystą, który przeszedł w tę i wewtę w kółko trasą zwaną tontódromo głupkodromem.

Podobne wpisy

  • Los Indianos 2013, już zaraz, za chwilkę! Już jutro ponad 80 tysięcy wbrew pozorom zdrowych psychicznie palmeryjczyków w białych ciuszkach i słomkowych kapeluszach wyjdzie na ulice Santa Cruz de La Palma by rzucać w siebie […]
  • Nowa plaża w Santa Cruz, jupijajej! Witajcie Palmerzy i Palmeryjki. Tym przez ostatnie dni żyje nasza kochana wysepka: po pięciu i pół roku - z trzyletnim opóźnieniem - nareszcie otwarto wielką, 550-metrową plażę w […]
  • Fraszka na La Palmę Dialog ze znajomym z Hiszpanii, którego swego czasu przyprowadziłam na La Palmę na dwa tygodnie. Ja: Blablablabla cośtam życie jak życie? On: W pracy nieźle, ale nie podoba mi się […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.