Żółw w kozim serze na dziko

Żółw
Fot. Zastawnik

Pewnego dnia, gdy słońce swymi promieniami delikatnie pieściło korony drzew, chwyciłam za płetwy i beznadziejne plastikowe okularki z beznadziejną plastikową rurką i pojechałam pooglądać rybki w morzu – taki tam time-killer. Pływam, pływam, i nagle trafiam na wielki kawał żółwia. Nie wiem, czy to syndrom „taaaaaką rybę złowiłem”, ale stwór miał jakiś metr wielkości.

Niestety, żółwik-bidula zaplątany był w sieci, i chyba długo w nich był, bo pokryte były algami.

Trafić na żółwia parę metrów od brzegu bez odpowiedniego butlowo-tlenowego sprzętu na plecach to istny fuks, tym bardziej więc pod wodą tylko okularki powstrzymały me gały od wypadnięcia. Znalazł się tak blisko brzegu wyłącznie ze względu na swoją beznadziejną sytuację – sieciowy gorset, szczęście w nieszczęściu, ułożył się jakoś tak, że zwierz płetwami ruszać potrafił, ale chyba mógł sobie pozwolić jedynie na akrobacje wodne bez polotu (popływu?) –  po prostu szukał łatwego papu.

Żółw
Fot. Zastawnik

Gapię się ze współczuciem na żółwia i widzę, że mój współpływak-samobójca nurkuje w jego kierunku. Ja, Polka z głębi lądu, oczywiście miałam wielkie pojęcie na temat życia oceanicznego. Moja beznadziejna rurka i beznadziejne okulary nie miały wmontowanego beznadziejnego podwodnego walkie-talkie, więc nie mogłam spytać, „ale co ty robisz”, gdy tymczasem już widzę jak żółw zostaje wyciągnięty za sieci w górę, i pod wodą „pchany” w kierunku brzegu. Myślę sobie, no to dziś na obiad żółw w polewie z koziego sera, a ja przecież nie mam tak dużego garnka.

Pragnę poinformować, że taki wkurzony żółw z powodzeniem może odrąbać parę palców i zakąsić nosem czy uchem na deser. Wyrywał się jak pieron. Do dziś widzę jego czarne oko skierowane na mnie i żądne krwi, no bo sam już siebie widział polewanego sosem mojo na ruszcie. Im bliżej brzegu, tym bardziej się wyrywał.

Żółwie
Fot. Zastawnik

Wyciągnęliśmy wkurzonego żółwia, który pewnie już odmawiał po cichu paciorek. Zleciała się oglądać i dopingować cała plaża. Od jakiegoś rybaka skołowałam nóż. Rozcięliśmy sieci, ostrożnie, by żółw żadnego palca nie urżnął – jak dobrze, że żółwie mają takie krótkie i mało dynamiczne szyje. Popatrzyliśmy chwilkę i puściliśmy stwora. Poczłapał – w jego mniemaniu – pędem do wody. W naszym, człapał powoli. Zniknął i odpłynął. To pewnie był najszczęśliwszy dzień w jego życiu, choć na pewno po pozorach by się tego nie spodziewał.

Mieliśmy szczęście, że żółwik nie był ranny. To chroniony gatunek, trzebaby było ściągać odpowiednich funkcjonariuszy, spisywać protokoły, tłumaczyć się, że to nie my, i tak dalej, no i żółw kopnąłby chyba w kalendarz ze stresu.  A jeśli jednak żółw jest ranny:  takie odratowane żółwie dostają w prezencie microczipa, dzięki któremu można śledzić trasy ich wycieczek. I tak na przykład, odratowany z sieci na Fuerteventurze żółwik Auarita, był hospitalizowany (!) na Gran Canarii, a po wypuszczeniu z La Palmy taką sobię trasę wybrał. Tylko pozazdrościć traktowania jak święte krowy, NFZ powinien się od nich uczyć.

Żółw
You talkin' to me? Fot. Zastawnik

Tutaj lista i mapy tras innych kanaryjskich szpiegowanych żółwi. W sumie szkoda, że nie mogę zobaczyć, co się teraz dzieje z tym „moim”.

Gatunków żółwia zamieszkujących Wyspy jest zasadniczo cztery. Najpopularniejszy to Caretta caretta, przy dużym apetycie mogący ważyć 150kg. Od czasu do czasu rytualnie wypuszcza się do morza, w obecności dzieci (celem ich uświadomienia ekologicznego), żółwiki z różnych plaż La Palmy.

Podobne wpisy

  • Nie będzie bałwan pluł mi w twarz! Wiem, że to w tej chwili dla Was mało egzotyczna rzecz, ale tu, wierzcie mi, nią jest. Śnieg. Świecka Tradycja nakazuje jechać  w góry, skonstruować na masce samochodu […]
  • Wyspy Kanaryjskie pod wodą U mnie dziś na śniadanie smażony banan, a u was? Powitał mnie dziś filmik [00:02:37], wykonany przez kanaryjską firmę Aquawork, specjalizującą się w kręceniu wszystkiego, co pod […]
  • La Palma productions prezentuje: koń, krowa, kura, kaczka, drób. Gdy największe zadupie La Palmy przez chwilę staje się wyspiarską potęgą ekonomiczną i alkoholową, i pojawia się nawet Jezus, to znaczy, że mamy San Antonio del Monte. Oglądać […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.