Żagloświęta

Pan jakby specjalnie do zdjęcia wlazł
Pan jakby specjalnie do zdjęcia wlazł

Od 16 lat 25 grudnia, dzień narodzin Chrystusa – logicznie! –  świętuje się zlotem żaglowców z pozostałych wysp oraz innych zakątków Europy. Żeglarze, pod prymem Conny Spelbrink, stwierdzili szesnaście lat temu, że rozproszone po wyspach święta są nudne i że w sumie możnaby się spotkać w kupie na La Palmie, po drodze robiąc sobie regaty na trasie Gomera-La Palma. I tak zostało.

Pogoda w była wyjątkowo letnia – w słońcu 26 stopni – i zachęciła wiele osób do masowego opuszczenia domów i spędzenia poranka w marinie Santa Cruz de La Palma.

A może mojito ze świeżo wyciśniętej trzciny cukrowej?
A może mojito ze świeżo wyciśniętej trzciny cukrowej?

W porcie organizuje się też pchli targ, na którym nabyć możesz wszystko, od drewnianej łyżki, przez watę cukrową, saksofon, niemiecką książkę czy prehistoryczny komputer po hipisowskie, ręcznie wykonane ciuchy, biżuterię i inne całkiem fajne cacka.

Chodzę sobie i oglądam pokład kolejnego żaglowca i kątem oka ujrzałam, iż jeden żeglarz z obsługi Lorda Nelsona z Southampton ma na sobie koszulkę. Nic w tym niesamowitego, pewnie bez koszulki zwróciłby większą uwagę, ale na owej ujrzałam napis „Szczecin” i jakaś data. Z głupia franc przyszło mi do głowy zagadać coś o tym Szczecinie, a w odpowiedzi usłyszałam po polsku odpowiedź wielce zaszkoczonego Marcina, członka załogi.

Marcin
Marcin

Marcin (pozdrawiam!) wytłumaczył, iż Lord Nelson jest specjalnym żaglowcem, dopasowanym do podróży osób niepełnosprawnych. Progi są specjalnie niskie, pokład wyposażony jest w specjane windy, pozwalające przemieszczać się z poziomu na poziom; na podłodze (wiem, herezja) są przymocowane listwy, pomagające w poruszaniu się osobom niewidomym. Są też inne udogodnienia, których już starannie dojrzeć nie mogłam, ze względu na przewalających się w dużych ilościach innych ciekawskich, czekających na swoją kolej. Nelsonem płynęło już w sumie 36000 osób.

"Tak kochanie, jeżdżę na nartach i jem dużo warzyw"
"Tak kochanie, jeżdżę na nartach i jem dużo warzyw"

Załoga Lorda Nelsona dziś zajada jakąś specjalną świąteczną kolację (ukradkiem dojrzałam tylko jakąś sałatę i gruszki – nie wiem, co będzie w menu, pewnie pyszny brytyjski pudding albo inne dziwadło z mięty), jutro zwija się z portu, a Nowy Rok spędzi na oglądaniu pokazów ogni sztucznych na Teneryfie. Podobno podróż między wyspami była wyjątkowo falista, choć morze akurat dziś było płaskie jak modelki z okładki Vogue.

Knajpki Santa Cruz zapełniły się dziś ludźmi, a znając życie, w chwili pisania połowa z nich zjadła, wypiła i uciekła grzać się na plaży.

Podobne wpisy

  • Cukierkiem w łeb Dla rodziców dzień Trzech Króli musi być niezłym wyzwaniem technicznym – bo gdy pod łóżkiem dzieciaka czeka nowa konsola, na którą trzeba było ciężko harować i oszczędzać –  z listu […]
  • Rejs Ęgry Kanary, Raport nr 01 Marina La Palma, jacht Garañón, over! Jakoś tak się wydarzyło, iż opiekuję się lingwistyczno-gastronomiczno-załatwianiowo-przewodniczo w rejsie po kanarach, w raźnym jachchie […]
  • Los Indianos, 2012. Pamiętam moje pierwsze Los Indianos... to już 4 lata temu!  Przed pójściem nie wiedziałam zupełnie, co mnie czeka, nikt mi nic nie powiedział, natomiast zaufałam faktowi, że wszyscy […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.