Banany

Pojedyncza piña bananowa, podparta podporami horcón
Pojedyncza piña bananowa, podparta podporami horcón

Pamiętam mój pierwszy dzień na La Palmie, tuż po lądowaniu na – jeszcze wówczas starym i ładnym, lotnisku – odebrał mnie samochodem palmeryjczyk i kilkanaście minut później padłam ofiarą typowego lapalmowego wkręta.

Jechałam sobie z nosem przyklejonym do szyby, a wszędzie wokół były banany. Dużo bananów.

Było mi nieco wstyd przyznać głośno mój totalny rozpiernicz mentalny, ponieważ w życiu bym się nie spodziewała odwrotnego logice kierunku ich rośnięcia – dlaczego w szkołach nie uczą, że banany rosną do góry? Przypomniały mi się anegdotki o głupich amerykańskich dzieciach sądzących, że mleko bierze się z kartonu.

Noszenie bananów
Noszenie bananów

Jednak widok rosnących do góry nogami bananów nie był efektem konsumpcji żadnego środka halucynogennego. Nos przyklejony do szyby celem oglądania czegoś, co, z późniejszej perspektywy kilku lat na cudnej wyspie La Palma, jest równie niesamowite i egzotyczne, jak w Polsce widok nieskoszonego trawnika – obnażył dyskretnie przed kierowcą fakt, iż wszechobecne banany mnie jakoś zaintrygowały. Kierowca więc opowiadać zaczął conieco o owych roślinach.

 

 

Podręczny zestaw bananów
Podręczny zestaw bananów

Banan jest drugim najstarszym po mango owocem uprawianym przez człowieka i czwartą najważniejszą uprawą na świecie po ryżu, pszenicy i kukurydzy. Dotarł na Wyspy Kanaryjskie z Azji już w XV wieku. Wzmianki o bananach pojawiają się w tekstach buddyjskich z szóstego wieku przed Chrystusem, a w roku anno domini 650 islamscy wojownicy przydreptali z bananami do Egiptu i Palestyny, skąd w XV w. Portugalczycy przywieźli owoc na Wyspy Kanaryjskie.

Bananowce nie są drzewami. Nie mają zwykłych pni z narastającymi pierścieniami, za to mają pień zwany kłodziną, która powstaje z koncentrycznych liści, jak u pora.

 

Wyspy Kanaryjskie uprawiają karłowaty gatunek bananów
Wyspy Kanaryjskie uprawiają karłowaty gatunek bananów

W przeciwieństwie do drzew, bananowce nie są długowieczne. Z rośliny wyrasta jedna łodyga z fioletowo-niebieskim kwiatem, a po bokach puszcza kilka pędów, dodatkowych drzewek bananowych. Bananowi rolnicy odcinają pomniejsze bananki boczne, takie odrosty, aby pozostał tylko ten, który rośnie najlepiej. Kiść bananów nazywa się po hiszpańsku piña i tej nomenklatury się trzymajmy.

Jak rozpoznać bananowego rolnika? Otóż da się go rozpoznać na kilometr po bardzo charakterystycznej, najczęściej białej, mega poplamionej koszuli (plam bananowych sprać się nie da), a reszta ekwipunku bananowego rolnika to: maczeta, dwudziestoletnia Toyota Hilux, czarne plastikowe wiadra, słomkowy kapelusz i 60 centów na cortado w kieszeni.

 

Breña Baja, 1950, przygotowywanie tarasów pod uprawę bananów
Breña Baja, 1950, przygotowywanie tarasów pod uprawę bananów

Na wyspie o powierzchni zaledwie 728 kilometrów kwadratowych, zamieszkiwanej przez nieco ponad 84.000 mieszkańców, około 40% z nich pracuje w mniej lub bardziej bezpośredni sposób w przemyśle bananowym. Przyjechawszy na Wyspy Kanaryjskie spostrzec można, że banany rosną prawie w każdym kawałku wybrzeża – są bardzo wrażliwe na temperatury, a tylko na wybrzeżu pogoda jest odpowiednio stabilna.

Problemem jest niezbyt pozioma orografia wyspy, co palmeryjczycy potem i krwią rozwiązali poprzez uprawę tarasową.

 

 

 

Uprawy bananów w Puerto Espíndola
Tarasowe uprawy bananów nad Puerto Espíndola

Mączniasty owoc swoim wyglądem jakoś na to szczególnie nie wskazuje, ale do produkcji jednego kilograma bananów zużywa się kilkaset kilogramów wody. La Palmę przecinają kilometrowe, często bardzo stare systemy irygacyjne, z otwartymi kanałami i biegnącymi wszędzie rurami, częściowo wykutymi w skale. Widać je wszędzie, nawet bez szczególnie wprawnego oka. Rurami deszczówkę odprowadza się z gór na wybrzeże. Tam rolnicy przechowują ją wielkich, okrągłych i wszechobecnych na wyspie zbiornikach estanques, które, swoją drogą, są prawie jedynym miejscem, gdzie może dziabnąć nas komar. Słowem, z wodą na La Palmie jest naprawdę niezły cyrk.

 

 

Młoda piña
Młoda piña

Fioletowe kwiaty na końcu bananowej pinii częstokroć odcina się, aby miała większego powera do rośnięcia.

Dużo plantacji ma nikłe walory estetyczne. Brzydkie betonowe ściany, plastikowe szklarnie, no, jakoś tak trochę psują krajobraz. To niestety trzeba pokochać, bo gdyby nie kilometry betonu, z bananów nici. Mają na tyle płytki korzeń, że byle silniejszy podmuch wiatru może je powalić; mury i plastikowe dachy chronią przed kijową pogodą, a te ostatnie dodatkowo pozwalają oszczędzić trochę wody.

Przy hodowli jest niesamowity zapierdziel. Małe roślinki sadzi się ręcznie, aby nie uszkodzić drzewka. Potem sporo trzeba poczekać, jednocześnie niemal codziennie trzeba banany nawozić i podlewać.

Takie tam, z bananami
Banany zmilitaryzowane

Wielu rolników ma tzw. „prawo do wody”, co w praktyce oznacza na przykład: „co drugi dzień o godzinie 12.30 masz prawo odkręcić kurek z wodą do nawadniania przez 2 godziny, w tym czasie cała woda jest twoja, a potem jej nie masz i spadaj na drzewo”. Po kilku miesiącach od zasadzenia zaczyna się walka ze szkodnikami wszelkiej maści. Orężem są tony chemikaliów, dodawanych do systemów nawadniających.

Gdy rośliny osiągają wysokość około 1,80 m, przymocowuje się do każdego drzewka podpory, czasem liny, a czasem żelazne pręty. Unia Europejska zmusiła też rolników do owijania piñas na drzewie w plastikowe torby. Każda piña to około 60 a nawet 80 kilogramów, więc podpiera się je metalowym czymsiem zwanym horcón, o których śpiewa kanaryjski komik Arístides Moreno w szczególnie uwielbianym przez palmeryjczyków kawałku Horcon Boys.

Wstajesz o szóstej rano by zasuwać w bananach,
Twoja żona przygotowuje żarcie,
w końcu spędzisz tam cały dzień.
I wsiadasz na twój Derby California,
w kamuflażu plam na twym ubraniu,
twoje silne, piękne ciało sprawia,
że wyglądasz jak istny mistrz szpiegostwa.

Najpierw musisz wyczyścić zagrodę,
wywalić gówno do obornika.
Przygotować jedzenie dla zwierząt,
a potem zakopać cały gnój.
Dziś musisz obciąć ponad sto pinii,
ty samiutki, sam na tyle akrów.
Jak dobrze, że zainstalowałeś podlewanie kropelkowe!
Gdyby nie to, musiałbyś płacić kupę kasy.

Horcon boys is dinamite
Horcon boys he never cries
Horcon boys is dinamite
Horcon boys he never cries

I musiałeś zamontować nową rurę,
spełnić wszelkie normy i przepisy,
I zapłacić wszystkie rachunki
gryzipiórkowi z urzędu miasta.
Musiałeś obtoczyć murem całą posiadłość,
żeby ćpuny nie właziły na twój teren.
Na dodatek z tą całą jazdą ze szklarniami
będziesz musiał znów wydać kupę kasy.
Chcą nam tu zrobić jakiś mikroklimat,
jak kiedyś nie padało, to teraz pada jeszcze mniej.
Każą nam wsadzać banany w plastikowe torby,
podobnie jak wsadzają w nie nas, rolników.

Banany na brzegu Fuencaliente
Banany na brzegu Fuencaliente

Wyrośniętą piñę odcina się ręcznie, maczetą, i ręcznie, na ramieniu, pojedynczo, zanosi na ciężarówkę. Praca więc do lajtowych nie należy. Wszystkie owe banany zawozi się do cooperativas, które zajmują się myciem, sortowaniem, pakowaniem, dystrybucją i tak dalej. Zajmują się także profesjonalnym wypieprzaniem bananów w kosmos. A bo plamki. A bo za mało krzywe. A bo kropeczki. A bo normy i parametry. I tym sposobem setki ton bananów lądują wyrzucone do wąwozów na pożarcie muchom, albo jako karma dla zwierząt, i całą misterną robotę czort strzelił.

Tak. Palmeryjskie krowy żrą zielone banany.

 

Początkowe stadium rozwoju
Początkowe stadium rozwoju

I wszystko pięknie i ładnie, ale Wyspy Kanaryjskie mają poważny problem z bananami. Na poziomie gospodarczym banany to jeden wielki nonsens. Są zupełnie nieopłacalne i egzystują tylko dzięki naprawdę wielkim dotacjom z UE. Banany z Amaryki Środkowej i Południowej są nie tylko większe, ale i tańsze. Gatunek banana dostosowany do uprawy na Wyspach Kanaryjskich, banan karłowaty, ma cieńszą skórkę, co utrudnia transport i zwiększa jego koszty. Na domiar złego, banany kanaryjskie według Unii Europejskiej nie są bananami, bo nie osiągają minimalnego rozmiaru ustalonego jako standard dla tego owocu. Tak więc banany z Kanarów eksportuje się niemal jedynie do kontynentalnej Hiszpanii, gdzie mieszkańcy potrafią docenić jakość i lepszy smak banana karłowatego.

No bo, kurde, kanaryjskie banany są lepsze. Są mniej mączne, spędzają na drzewie 3 miesiące więcej, niż banany z Ameryki, co oznacza zylion godzin nasłonecznienia więcej, a co za tym idzie, większą słodycz. Nie spodziewajcie się jednak przepaści różnicy smakowej – papierówka czy antonówka, to nadal jabłko.

Banan przydomowy
Banan przydomowy

Dla marzących o zerwaniu banana z drzewa, złe wieści. Rolnicy ścinają banany, zanim zdążą dojrzeć, bo cały processing musi się odbyć zanim dojrzeją, tak, by tuż przed dojrzenia momentem wylądować na sklepowej półce. Natomiast w niektórych hotelach (na przykład Sol La Palma w Puerto Naos) zawsze wisi sobie w okolicy recepcji piña bananów, z której możemy sobie za friko uszczknąć jednego, zakradłszy się cwanie. Ale ciiii :)

W Tazacorte jest muzeum bananów, czynne od poniedziałku do piątku od 11:00 do 13:30. Aby znaleźć muzeum, najpierw znaleźć trzeba kościół, a następnie udać się ścieżką w dół, pomiędzy domkami. Są znaki, wejście jest za friko już kosztuje. Obok muzeum bananów powstaje muzeum sosu mojo.

Więc jadę sobie, nos już mi przyrósł do szyby, kierowca opowiada mi te wszystkie ciekawe rzeczy i mówi: „Jak chcesz to dam ci trochę nasion”. Na co ja, „ależ bardzo chętnie, świetnie, sobie posadzę”.

Banany nie mają nasion. Tadaaaaam.

3 thoughts on “Banany

  1. Dobrze, że wyspa jest trudna do ujarzmienia, bo w krótkim czasie
    cała woda (życiodajna deszczówka) szła by na bezsensowne uprawy
    (te hektolitry by wyprodukować 1kg banana na sterydach, z czego
    20-40% czy ileś tam procent jest marnowane = wywalane do wąwozów)
    bananów, a dla mieszkańców zostałaby woda odsalana z oceanu!

    Z tymi hektolitrami, to historia podobnie odwrócona
    do-góry-nogami (fragment 43:30) jak z łososiem z Chile:
    http://vimeo.com/26534368

  2. Chyba się autorka rozwydrzyła jak pięcioletnie dziecko małomiasteczkowego bogacza. Pojedź dziewczyno do Polski kup banana w supermarkecie i powiedz jeszcze raz że nie ma wielkiej różnicy, no powiedz, wyzywam Cię ;-) jakbyś posłodzonego ziemniaka jadła, a ten lekko owocowy posmak kanaryjskich bananów,leciutka kwaskowatość? inna bardziej kremowo-owocowa/mniej mączysta konsystencja? oj szybko się człowiek do dobrego przyzwyczaja, szybko.
    Ja zjadam kilka kilo bananów dziennie to doceniam.

  3. Popieram tatko różnica w smaku jest bardzo duża na korzyść bananów kanaryjskich oczywiście!

    Z tym wyrzucaniem bananów też chyba nie do końca tak. Podczas dwóch wizyt na wyspach ani razu nie jadłem takich wymuskanych(plastikowych) żółtych bananów jak w Polsce. Były tylko jakieś zdrewniałe, nakrapiane czy jeszcze coś, ale smak zawsze powalał :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.