Co lata po La Palmie

Moja lapalmania jest fajna, bo jest niszowa. Lubię niszowość, nietypowość, rzeczy na uboczu, ścieżki mało uczęszczane, uliczki boczne, dobre piosenki z trzystoma wyświetleniami na Youtube. Do tego to całkiem wygodne i ego łechcące, bo jak się zna na czymś mało znanym, to się nie ma konkurencji i od razu jest się w danej materii  ekspertem. Moja kariera komiksowa jest dużo trudniejsza, bo komiksiarzy, ich znawców i ich „znawców” jest dużo, a lapalmaniaków nie.
Okazuje się jednak, że ktoś mnie przebił. Bo Paweł zna się na… ptakach La Palmy. To nisza w niszy, drugi poziom zaniszowania – metanisza. Po przeczytaniu wiedzieć będziecie rzeczy, o których wie 0,0008% promila setnego dziesiętnego kawałeczka ludzi, którzy nie dość, że a) mają komputer, to jeszcze b) rozumieją język Polski i c) lubią La Palmę. Witaj w gronie elit.

Oddajemy głos Pawłowi.

Co lata po La Palmie – birdwatching nawet bez lornetki

Trzeba z żalem przyznać, że moja ulubiona wyspa nie jest jakimś szczególnym rajem dla birdwatcherów. Już trochę lepiej prezentuje się Teneryfa czy Lanzarote, chociaż i tam specjalnych wypraw na ptaki organizuje się niewiele. Generalnie większość panów (i coraz częściej pań) z lornetkami, których od czasu do czasu spotkacie na La Palmie, to birdwatcherzy na rodzinnych urlopach, którzy w wyniku rodzinnych kompromisów musieli odpuścić wyjazd do Islandii, Szkocji czy w deltę Dunaju – lub nad choćby Biebrzę – i po prostu wzięli swoje lornetki, aby rankami, gdy rodzina jeszcze śpi lub już plażuje, uprawiać swoje hobby. Najczęściej będą to Brytyjczycy, czasem Skandynawowie, Holendrzy lub Niemcy.

Świstunka w Villa de Mazo
Świstunka w Villa de Mazo

Na birdwatchera nie czeka tu jakaś wielka obfitość gatunków. Przyjmuje się, że, pomijając zdarzające się raz na parę lat rarytasy, w różnych porach roku można tu zaobserwować nieco ponad 801 gatunków, z czego niewiele ponad 40 to rezydenci, czyli ptaki, które tu faktycznie mieszkają cały rok lub większą jego część. To nie jest dużo – jeśli nie mieszkacie w jakimś strasznym blokowisku, 30-40 gatunków możecie z pewną dozą cierpliwości i wprawy zaobserwować w promieniu najwyżej 5 km od waszego polskiego domu. Z punktu widzenia poznawania ptaków La Palmy, ta niewielka liczba gatunków ma jednak pewną zaletę. W birdwatchingu bowiem obowiązuje zasada, którą można zilustrować efektownym amerykańskim powiedzeniem: jeśli idziesz przez prerię w Wyoming i słyszysz tętent kopyt, to nie spodziewaj się zebry, czyli jeśli na La Palmie zobaczysz już jakiegoś ptaka, to nawet  po niewielkim przygotowaniu, masz większą pewność, że to właśnie ten gatunek – innych, podobnych i możliwych do pomylenia po prostu nie ma. W sumie więc La Palma to dobra szkoła podstawowa dla birdwatcherów i fajny teren na ćwiczenie rozpoznawania gatunków. La Palma ma też swoje endemiczne (lub prawie endemiczne) gatunki, czyli takie, których nie zobaczycie nigdzie indziej lub prawie nigdzie indziej.

Jeśli chodzi o ilości „egzemplarzowe”, tzn. liczbę ptaków różnych gatunków, to już jest bardzo dobrze. Wyspa nie jest duża, ukształtowanie terenu urozmaicone i w efekcie nie miejsca, w którym coś by nie latało (lub kwiliło, piszczało, itp.). Ponadto sytuacja „wiecznej wiosny” sprzyja mniej typowemu rozkładowi pór godowych i gniazdowania, co urozmaica obserwacje.

Gołębie i wróble

Sierpówka w Puerto Naos
Sierpówka w Puerto Naos

Jak wszędzie, w centrach miast to właśnie one będą przeważać. Jeśli więc będziesz tylko w centrum Santa Cruz czy Los Llanos, to to co małe, lata i ćwierka to po prostu wróble. Wróble La Palmy to głównie tzw. wróble hiszpańskie, różniące się od naszych intensywniejszą barwą i bardziej rudawą czapeczką (tyczy się pana wróbla – pani wróblowa jest podobna do naszych wróblowych). Również w miastach zobaczysz gołębie, ale nie te endemiczne (o których potem), tylko znane też w Polsce gołębie miejskie. Są one mutacjami dzikich gołębi skalnych, spotykanych na La Palmie powyżej 800

metrów lub w dzikich wąwozach. Niżej spotkasz też gołębie zwane sierpówkami (z charakterystyczną czarną obwódką wokół prawie całej szyi) – w Polsce gatunek ten jest najczęściej widywany w terenach wiejskich. Tutejsze sierpówki (zwłaszcza te w Puerto Naos, Tazacorte czy Los Cancajos)  mogą być nieco inną odmianą, sierpówką afrykańską – nieco bardziej różowawą na brzuszku. Właśnie sierpówki afrykańskie będą chętniej towarzyszyły ci przy obiedzie czy spacerze, a te europejskie będą bardziej chować się w krzakach i drzewach.

Czego zobaczysz najwięcej?  Świstunka kanaryjska

Świstunka w Todoque
Świstunka w Todoque

A teraz świstunka kanaryjska. Jeśli przemykający w krzakach, choćby przy ulicy lub przelatujący szybko ptak jest sporo mniejszy od wróbla, w zależności od światła i położenia szarawy, zielonkawy lub żółtawy i nie ćwierka, tylko popiskuje, to z dużym prawdopodobieństwem była to właśnie świstunka kanaryjska. To, wydaje się, najliczniejszy gatunek na wyspie. Gatunek charakterystyczny tylko dla zachodnich Kanarów (nie ma ich na Lanzarote i na Fuercie). Naszymi najbliższymi kuzynami świstunki są liczne, ale skutecznie kryjące się w lasach pierwiosnki i piecuszki. A świstunki kanaryjskiej na La Palmie nie sposób nie usłyszeć i nie zobaczyć – choć to ptaszek niespokojny i dokładna obserwacja (a zwłaszcza zdjęcie) wymaga cierpliwości. Jest w każdym miejscu wyspy, poniżej 1000-1500 m, gdzie są krzewy lub jakieś uprawy. Ktoś zobaczywszy kiedyś grupki świstunek rozrabiające w rejonie lotniska, napisał na blogu o La Palmie – „o Boże, te wróble, to wcale nie są wróble”. Jeśli chcesz zasadzić się na świstunkę, obserwuj dowolne kępy krzewów lub niewysokich drzew, choćby koło plaży czy nabrzeża, byle nie w centrum miasta – na pewno zobaczysz.

Kapturka, okolice Las Norias
Kapturka, okolice Las Norias

Oczywiście są tu i inne podobnej wielkości tzw. pokrzewki, np. kapturka, pokrzewka aksamitna czy pokrzewka okularowa – ale jest ich znacznie mniej i wypatrzyć je (bez lornetki) o wiele trudniej.

Wyspy Kanaryjskie, więc oczywiście kanarki

Oj na pewno już wszyscy wiemy, że to nazwa ptaka pochodzi od nazwy wysp, nie odwrotnie, i że to gatunek poza Kanarami występujący tylko na Maderze i Azorach. Oraz że nie są to takie cytrynowe kanarki, jak te hodowane w klatkach, od stuleci mutowane genetycznie; prawdziwe kanarki nie są aż tak cytrynowe. To ptak wielkości wróbla, samce są żółtawe (choć nie cytrynowe), przez brzuszek przechodzą wyraźne, ciemne pionowe smugi. Jeśli widziałeś coś takiego na La Palmie, to na pewno był to kanarek, bo nie występują tu podobne kulczyki i trznadle.

Kanarek
Kanarek

Kanarki zazwyczaj żyją w niewielkich koloniach (po kilka, kilkanaście osobników) i można je wypatrzyć nawet w koronach wawrzynów na głównym placu Los Llanos, choć znacznie łatwiej dostrzec je na terenach rolniczych na całej wyspie. Na zdjęciach kanarki z Todoque. Będą siedziały w krzakach, na małych drzewach, na glebie, murkach, nawet drutach. Nie są tak powszechne jak świstunki czy wróble w miastach, ale jeśli tylko będziesz zwracać uwagę na to, co lata, i nie spędzisz całego pobytu na plaży czy w knajpie, na pewno je gdzieś zobaczysz.

Mniej wprawne oko może pomylić kanarka ze szczygłem (bywają w podobnych miejscach na La Palmie), ale szczygłów jest tu mniej, a poza tym mają charakterystyczną czerwoną plamę koło oka. Albo z dzwońcem, który jest jednak wyraźnie zielony, a żółty ma tylko pasek z boku i też nie jest tak łatwy do spotkania – mnie się nie udało. Więc coś mniej lub bardziej żółtawo-zielonkawe, wielkości wróbla, z ciemniejszymi smugami na brzuszku, widziane poza gęstym lasem czy najwyższymi górami – to pewno kanarek zaliczony.

Osobliwości i endemity La Palmy

Wrończyk - Graja
Wrończyk – Graja

Wrończyk to herbowy ptak wyspy; La Graja to zresztą często nazwa restauracji czy pensjonatów. W Las Manchas na mozaikowym placyku znajdziecie kilka wizerunków wrończyka. Z wyglądu jest to taki mniejszy gawron z wyraźnie czerwonym dziobem i nogami. Trudno go pomylić, bo gawronów na La Palmie nie ma. Wrończyka w Europie możemy najczęściej zobaczyć w wysokich górach (Alpy, Kaukaz), natomiast w Polsce (ani na innych wyspach Kanaryjskich) go nie ma. Na La Palmie dość łatwo go spotkać, choć trzeba się odrobinę postarać. Prawie zawsze widywałem wrończyki na polach nad El Paso, zwłaszcza w rejonie uroczej kapliczki Virgin del Pino (można dojechać od strony centrum dla turystów Caldera de Taburiente, przy głównej drodze wschód-zachód). Sporo ich na północy – kiedyś wygodnie obserwowałem efektowne stadko eksplorujące wiejskie dachy w Puntagorda. Są i na wschodzie w rejonie Las Nieves, a i sporo ich widziałem na południu, zarówno od strony Las Indias jak i po stronie Villa de Mazo. Pożary z 2012 chyba je trochę przetrzebiły, ale nadal jest ich sporo.

Kruk
Kruk

Drugim przedstawicielem krukowatych na La Palmie jest sam kruk. Znacząco większy od wrończyka, z grubym ciemnym dziobem, znacznie częściej fruwający samotnie lub w parze, zazwyczaj w wyższych górach.

Choć dobrym miejscem na obserwację kruków jest np. area recreativa w El Pilar, najlepszym miejscem jest grań Roque de Los Muchachos, a na najwyższym parkingu pod szczytem można sobie nawet zrobić zdjęcie z krukiem na ramieniu.

Obok kruków na wysokich parkingach i przy punktach widokowych można często zobaczyć niewielkiego ptaszka wielkości wróbla, jednak bardziej smukłego, czasem z czerwonawymi nóżkami i śmiesznie skaczącego po kamieniach czy betonie. To najpewniej świergotek kanaryjski, gatunek charakterystyczny dla Kanarów.

Zobaczenie ich polskich odpowiedników wymaga nieraz długiego spaceru z lornetką po polach lub łąkach. Lapalmiańskie świergotki są względnie mniej płochliwe. Zdarzało mi się, że para świergotków wręcz towarzyszyła mi przez przynajmniej pół godziny podczas górskich spacerów.

Podobnie może być z pliszką górską. Nieco większy od wróbla ptak z żółtym brzuchem i szarymi, w słońcu prawie niebieskimi skrzydłami i czarną czapeczką, często charakterystycznie ruszający ogonkiem w górę i w dół. W Polsce występuje w górach, choć w kraju częściej zobaczymy jego kuzynki – pliszkę siwą i żółtą. Naturalnym środowiskiem pliszki górskiej są okolice potoków i rzeczek, stąd np. wycieczka do Cascada de Colores bez pliszki się nie obędzie.

Pliszka górska
Pliszka górska

Ale pliszki górskie regularnie odwiedzają także np. główny rynek w El Paso, w wielu mniejszych miejscowościach można je dojrzeć na płotach i drutach telefonicznych. Więcej szczęścia wymaga zaobserwowanie tutejszej kuropatwy (tzw. berberyjskiej), ale zdarza się, że będzie po prostu siedziała na asfalcie górskiej szosy.

Prawdziwym endemitem, czyli gatunkiem występującym jedynie na La Palmie jest tutejsza odmiany modraszki afrykańskiej – łacińska nazwa tego gatunku ma nawet słówko „palmae”, aby odróżnić ją od innych odmian. Lapalmiańska modraszka to kuzynka popularnej i u nas sikorki modraszki, przy czym w odróżnieniu od polskich ptaszków, ma czarną czapeczkę.

Spacerując po leśnych szlakach na pewno usłyszysz modraszkę, ale jej zobaczenie wymaga sporo szczęścia, bo lubi się ukrywać w drzewach czy krzakach. Bez lornetki widywałem modraszki w górnej części szlaku zaczynającego się w Cubo de la Galga. Ostatnio na Gomerze widziałem ich odpowiedniki prawie przy ulicy w Valle Gran Rey – może to oznaczać, że i na La Palmie wkrótce zejdą do miast.

Okolice Caldery
Okolice Caldery

Dla większości birdwatcherów jedynym powodem, aby wybrać się na La Palmę „na ptaki” jest możliwość zobaczenia dwóch endemicznych dla Kanarów gatunków dużych, dzikich gołębi – gołębia kanaryjskiego i laurowego. Oba występują wprawdzie też na Gomerze (ale jest ich tam mniej) i na Teneryfie (tu z kolei występują na większym obszarze, więc trafić na nie trudniej). Ale i na La Palmie wcale nie jest tak łatwo. Miejscem, które jest polecane dla obserwacji gołębi obu rodzajów jest Los Tilos i Cubo de la Galga. Jednak uwaga – mieszka tam sporo zwykłych gołębi skalnych i to je właśnie na ogół tam spotkamy. Oba endemiczne gołębie są większe, bardziej kolorowe, a gołąb laurowy ma wyraźny biały pas na ogonie. Miejscowi mówią, że najlepiej zasadzić się na te flagowe gołębie bardzo wcześnie rano, kiedy z okolic punktu dla turystów w Los Tilos  można obserwować jak przelatują z jednej części wąwozu do drugiej. Kilka takich moich obserwacji (z lunetą) zaowocowało jednym gołębiem laurowym w locie. Więcej szczęścia miałem na spacerach po szlakach wokół Los Tilos czy w Cubo de la Galga, gdzie udało mi się wypatrzyć kilka gołębi kanaryjskich w liściach pobliskich wawrzynowców.

Kos
Kos

Jeśli już mowa o lasach w Los Tilos i okolicach, to twórcami ptasiego hałasu są tam w większości kosy. Ten czarny, znacznie większy od wróbla ptak z pomarańczowym dziobem (samice są brązowe) robi dużo efektownego hałasu, nieraz zagłuszając nawet mierną muzykę, którą serwują gospodarze małej restauracji na dole. Na ten hałas składają się oczywiście i inne leśne ptaki – świstunki, mysikróliki, modraszki, rudziki i inne trudne do wypatrzenia pokrzewki. Ale kosy drą się najgłośniej, nie tylko w lasach – są i w miastach. Drugim ważnym prowodyrem hałasu w lasach La Palmy są zięby. Ornitologicznie z ziębami sprawa jest skomplikowana – na wyspie żyją de facto trzy ich odmiany. Endemiczną dla Kanarów ziębę niebieską (jest faktycznie prawie cała niebieska) spotkać niełatwo, jest jej niewiele egzemplarzy i lubi się chować w lasach. Łatwiej spotkać kanaryjską odmianę zięby zwyczajnej (podobna do naszej, ma nieco bardziej intensywne kolory) oraz całkiem zwyczajną europejską ziębę. Te dwa ostatnie podgatunki dość łatwo zaobserwujemy we wszystkich miejscach w lasach, gdzie miejscowi ustawili stoły i ławy, aby sobie podjeść, i przy restauracji w Los Tilos i przestrzeniach rekreacyjnych w El Pilar czy Puntagorda – zięby chętnie żywią się tym, co pokruszą turyści.

Wodne i drapieżne

Kamuszniki
Kamuszniki

Otoczona wodami Atlantyku La Palma teoretycznie powinna być świetnym punktem obserwacyjnym dla ptaków morskich i przybrzeżnych. Ale tak nie jest, co znawcy tłumaczą niewielką ilością plaż i relatywnie dużą głębokością wody zaraz przy brzegu. Ptaki przybrzeżne i morskie dla odpoczynku i pożywienia lubią rozległe, choćby kamieniste płycizny i taki poziom wody, aby ryba nie ukryła się wiele metrów pod wodą. Takie miejsca łatwiej im znaleźć na Teneryfie czy Lanzarote i tam birdwatcherzy mają więcej uciechy.

A nasza La Palma? Cóż, najwięcej tu mew, i prawie zawsze będzie to mewa romańska, charakterystyczna też dla wybrzeży Morza Śródziemnego. Jakiś kilometr od brzegu polują burzyki (koło La Palmy, głównie burzyki duże) wyraźnie różniące się od mew morskie drapieżniki, latające dużo niżej, tuż nad powierzchnią oceanu. Bez lornetki, przy odrobinie szczęścia tylko z promu lub podczas wypraw na delfiny.

Głuptak
Głuptak

Czasem zdarzają się rarytasy – takim był dla mnie parę lat temu widok polującej blisko brzegu rodziny efektownych głuptaków (to trochę taki północny mniejszy albatros) w rejonie Charco Azul. Na klifach obok Los Cancajos, lotniska oraz warzelni soli we Fuencaliente wiosną i jesienią można zobaczyć żerujące podczas przelotów tzw. brodźce różnych gatunków, nie będzie ich jednak zbyt dużo. To jednak już trochę ptaki dla koneserów – niełatwe do precyzyjnego zidentyfikowania i dość płochliwe.

Na La Palmie można spotkać i czaple – najłatwiej bardzo rzadką w Polsce czaplę nadobną – małą, białą z czarnymi nogami. Regularnie widywałem jednego lub dwa osobniki w sadzawce w El Remo, czasem można je zobaczyć na klifach w rejonie Tazacorte czy Puerto Naos.

Czapla w El Remo
Czapla w El Remo

Czaplę siwą możemy zobaczyć przy nielicznych większych zbiornikach retencyjnych – zwykle zresztą trudno dostępnych. Największy taki, ale nieprzyjemnie ogrodzony jest w rejonie Barlovento, mniejsze są i koło Los Llanos i w rejonie Tazacorte. Inne czaple są tu raczej „przejazdem”. Podobnie większość gatunków kaczek, które można spotkać na wspomnianych zbiornikach, to przygodni odwiedzający – czasem może się zdarzyć jakaś zagubiona podczas przelotów kaczka z Ameryki Północnej. Jednak najczęściej widzi się znane i z naszych parków czernice i krzyżówki. Częściej niż kaczki spotkamy łyski i kokoszki – ciemnej barwy, lekko pękate ptaki wielkości małych kaczek, ale z zupełnie innej rodziny. Generalnie La Palma, która nie ma jezior, nie jest rajem dla ptactwa (słodko)wodnego.

Pustułka
Pustułka

Najcześciej widywanym ptakiem drapieżnym, spotykanym na każdym terenie rolniczym i w mniejszych miasteczkach, jest tutejsza odmiana pustułki – też zwana berberyjską. Kto w Polsce widział i zidentyfikował pustułkę, ten nie pomyli się i tutaj – to dość podobna odmiana tego ptaka, wielkości niedużego gołębia, z brązowawą pokrywą skrzydeł – jednak latającego, a raczej szybującego zupełnie inaczej. Pustułek jest w terenach wiejskich dużo i tylko spędzając czas wyłącznie na plaży lub w knajpach Santa Cruz unikniesz spotkania tego drapienika. Nieco większym, ale dość podobnym (bardziej szaroniebieskim) drapieżnikiem jest sokół berberyjski lub sokół wędrowny – zobaczenie tego ostatniego w Polsce (zwykle na przelotach) jest może nie sensacją ale wartym odnotowania osiągnięciem. Na La Palmie jest łatwiej; przy odrobinie szczęścia podczas górskiej wycieczki w Calderze zobaczymy je bez lornetki. Największym ptasim drapieżnikiem La Palmy jest myszołów – można go zobaczyć szybującego na wyżynie nad El Paso lub w mniej zurbanizowanych częściach Breña Alta, a także na północy wyspy.

Kruk – fot. Karolina Bazydło

Choć nasza cudowna wyspa nie jest rajem dla zapalonych obserwatorów, jest to fajna okazja do pobawienia się w birdwatching – szczególnie dla tych, którzy chcą sobie urozmaicić dłuższe spacery terenowe lub przechadzki po okolicy. W końcu zwiedzanie La Palmy to nie tylko lasy, góry, miasta, plaże czy próbowanie kolejnych wersji mojo rojo czy papas arrugadas, ale także fauna i flora. A na La Palmie najbardziej urozmaicona fauna to właśnie awifauna, bo słoni, tygrysów czy nawet sarenek tu nie zobaczymy, najwyżej króliki i jaszczurki2. Z odrobiną uwagi, większość typowych dla wyspy ptaków dojrzymy i rozpoznamy bez lornetki, warto wziąć jednak jakąś małą, podręczną.

Paweł Gniazdowski 


Avibase, oficjalna organizacja licząca ptaki na świecie mówi o 131 gatunkach (dla porównania w Polsce ponad 450), ale birdwatcherzy sugerują aby podchodzić do tej liczby z dużym krytycyzmem – bardzo wiele zapisanych tam gatunków to takie, które albo na La Palmie zdarzają się raz na parę lat lub mają trasy przelotowe mniej więcej w tej części Atlantyku. A zatem szanse na ich spotkanie są niemal zerowe.

2 W Calderze żyją muflony, ale chyba trudniej je wypatrzyć, niż nawet najbardziej płochliwe ptaki ;) – przyp. Kingi

Podobne wpisy

  • Od użerającego się z moją lapalmanią (Poniższy tekst przygotował mój luby). Jadąc na La Palmę po raz pierwszy miałem przewagę w postaci mnóstwa opowieści mojej ukochanej z pięciu lat pobytu na wyspie. Doskonale znajome […]
  • Zapach La Palmy i wieści przewodnikowe Jednym z zapachów, który najbardziej kojarzy mi się z wyspą, jest zapach skalistych terenów porośniętych rośliną tabaiba. Od kilku dni zastanawiałam się, jak Wam opisać słowami ten zapach, […]
  • Nowa plaża w Santa Cruz, jupijajej! Witajcie Palmerzy i Palmeryjki. Tym przez ostatnie dni żyje nasza kochana wysepka: po pięciu i pół roku - z trzyletnim opóźnieniem - nareszcie otwarto wielką, 550-metrową plażę w […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.