Zapach La Palmy i wieści przewodnikowe

Jednym z zapachów, który najbardziej kojarzy mi się z wyspą, jest zapach skalistych terenów porośniętych rośliną tabaiba. Od kilku dni zastanawiałam się, jak Wam opisać słowami ten zapach, bo jednak słowa i zapachy to trochę jak ślepemu tłumaczyć kolory. Kojarzy mi się z mieszanką estragonu i szałwii wraz z zapachem wznieconego na piaszczystej drodze ciepłego pyłu, lub, w dni wilgotne, z ziołami wymieszanymi z ozonem. Następnym palmeryjskim zapachem są weekendowe grille w górach, tak bardzo uwielbiane przez localsów; mieszanka dymu, zapachu ogniska i pieczonego mięsa, z silną nutą igieł choinkowych i jeszcze mokrego korka wykręconego z zielonej butelki wytrawnego wina.

Z zapachem jedzenia nie ma się co rozpisywać tak bardzo, bo jednak tu już zahaczamy o smak, a to nie w dzisiejszym odcinku, ale wiadomo, że nad wodą La Palma pachnie kalmarami, smażoną skórką ryby, solą, jodem i cytryną.

Grillownia w Barlovento
Grillownia w Barlovento

La Palma to też oczywiście zapach talku. Kto zahaczył o Los Indianos, wymieni ze mną porozumiewawcze spojrzenie. Efektem ubocznym doświadczenia tego osobliwego dnia Karnawału, gdy to tysiące ludzi obsypują się nawzajem perfumowanym talkiem, jest niewytłumaczalna chęć tańczenia w rytm salsy, gdy podmiot liryczny znajdzie się w zasięgu dowolnej niemowlęcej pupy. Los Indianos to także zapach rozlanego na koszule rumu, dymu cygar, a w późnych godzinach nocnych także i moczu na asfalcie.

Skąd ten nagły zapachowy przystanek? A bo piszę o tej La Palmie i piszę, i tak sobie myślę, że wszystkie opisy to opisy obiektów, widoków, lokacji. Owszem, opisuję też kuchnię czy koncepty bardziej niematerialne, takie jak zwyczaje czy mentalność, jednak każdy przewodnik to głównie opis tego, czego spodziewać się mają oczy. A przecież to tylko jeden z naszych zmysłów i narzędzi poznawczych. Tymczasem doświadczenie wyspy to kombinacja także tego, jak czuć wilgoć i chłód w górach, albo jak parzy w stopy nagrzany, czasem niemal wrzący czarny piasek na plażach. A zapach zawsze gdzieś w otchłani zapomnienia, jakby trzecioplanowy, i nikt biedakowi nie poświęca słów ni opisów.

Pola bananów mają charakterystyczny zapach, szczególnie po podlewaniu i obcinaniu kiści i liści
Pola bananów mają charakterystyczny zapach, szczególnie po podlewaniu i obcinaniu kiści i liści

Wieści przewodnikowe są trochę pokręcone… mianowicie nie posunęłam się przez ostatnie tygodnie za bardzo do przodu w pisaniu przewodnika po La Palmie, gdyż byłam zajęta… pisaniem przewodnika po La Palmie. Ehm.

Jakiś czasu temu odezwał się do mnie Pascal. Ten słynny od przewodników. I chciał, cobym zaktualizowała ich dotychczasowy tekst o La Palmie, a także o Teneryfie i Gomerze. Ponieważ ich oferta była niezbyt atrakcyjna, roboty dużo, a do tego moje życie było i nadal jest zapełnione a) finalizowaniem wydania mojej powieści graficznej w Polsce (“Projekt: związek”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, wstęp prof. Zbigniew Lew-Starowicz), b) ogarnianiem tłumaczenia tegoż samego na Esperanto c) stresującą pracą na cały etat d) pisaniem przewodnika po La Palmie; a do proponowanego terminu oddania prac miałam łącznie 6 dni wolnych od pracy… odmówiłam. Do tego należę do osób, które przy jedynie siedmiu godzinach snu zaczynają atakować przypadkowych ludzi na ulicy i wydrapywać im oczy, a przy sześciu napastować wybiórczo dzieci, osoby starsze i upośledzone. Ciężko było też rozstrzygnąć wewnętrzny dylemat moralny – no bez jaj, mam wspierać własną konkurencję?

Pozwoliłam jednak osiąść sprawie, wynegocjowałam mniej roboty – adekwatnie do tego, z czym czułabym się OK. Po narcystyczne drugie, nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny mógł to zrobić lepiej, niż ja. Zrobi to ktoś inny i jeszcze jakieś bzdury tam będą, a przewodnik zostanie wydany tak czy owak. Idąc dalej – wszystko, co lapalmowe, chcę to robić. Dalej – La Palmie za jej istnienie należy się mój pokłon, obojętnie w jakiej formie. No i w sumie fajnie móc podpisać się pod czymś dla Pascala, plus jeden do prestiżu.

Smaki rzecz jasna też, ale to oczywiste
Smaki rzecz jasna też, ale to oczywiste

Zatem kochani – nie wiem dokładnie kiedy – ale następny Pascalowy przewodnik po Wyspach będzie miał edytowany przeze mnie rozdział o La Palmie :) Nawet będzie moja fotka i wstęp i w ogóle. Współpraca z Pascalem okazała się wporzo.

Gwoli ścisłości; tekst był pierwotnie pisany przez kogoś innego, ja natomiast wywaliłam rzeczy, z którymi się nie zgadzam, albo które są nieaktualne, albo które były bzdurne i trochę pozmieniałam po swojemu, coby świat był lepszy i piękniejszy. Cały tekst to raczej telegraficzny skrót La Palmy, który jeno liże i wymienia co zobaczyć, jedno za drugim – w przeciwieństwie do wyczerpującego Przewodnika Kingowego, który z wymienionych wyżej powodów nieco się obsunie. W tekście było parę zabawnych kwiatków, np. stolicą La Palmy było Santa Cruz de Tenerife, a Tazacorte nazywało się Tacoronte (wieś na Teneryfie). Dmuchający szkło Władek nazywał się Gozdz zamiast Góźdź. A jako jedno z najważniejszych świąt w roku wymieniono jakieś Castañuelas (że niby co to jest?). Jednak kudos do Autora Nieznanego bazy tekstu, żeby nie było, że sobie przywłaszczam stuprocentowe laury.

Mój przewodnik będzie dużo lepszy, na na na, więc czekajcie tak czy siak. Dostałam jednak małego zawału, gdy poprosiłam jedną drukarnię o szacunkowy kosztorys. Zakładając około 200 stron wraz ze zdjęciami (nie wiem, jak ja się w tym zmieszczę!), wychodzi na to, że sam druk będzie kosztował 60zł za książkę. No i trochę zagryzam zęby i ruminuję co tu z tym zrobić, bo niby nie robię tego dla hajsu, ale jednak fajnie by było, jakby to miało jakiś ekonomiczny sens i żeby przewodnik nie miał ceny zaporowej. Czy ktoś z szanownego grona czytelników posiada drukarnię, która zaoferuje coś lepszego? Albo ktoś chce być wielkodusznym dofinansowywaczem? Albo pracuje w izbie turystyki i sypnie szeklami? Natychmiast już mi tu pisać na info małpa la-palma.pl.

Przyjmuję też fotografie do przewodnika – jeśli ktoś twierdzi, że ma naprawdę fajne (proszę o nieprzysyłanie fotek cioci Kloci na tle wulkanu… fotki mają być profesjonalne) i godzi się na nieodpłatną ich publikację, zapraszam do wysyłania. Wyrażam szczególne zapotrzebowanie na zdjęcia typowych kanaryjskich potraw – Principe Alberto, wszelkie zupy i cieciorki, mięsa kozie, rapaduras, sery migdałowe, bizcochos, Bienmesabe, itd itp. Chao!

Podobne wpisy

  • La Palma – grudniowa kontrola jakości Ostatni raz stopa moja dotknęła cudownej ziemi La Palmy dwa lata temu. Druga zresztą też. Co na pewno zmieniło się od tamtego czasu to łatwość dostępu – dwa lata temu były to linie […]
  • Od użerającego się z moją lapalmanią (Poniższy tekst przygotował mój luby). Jadąc na La Palmę po raz pierwszy miałem przewagę w postaci mnóstwa opowieści mojej ukochanej z pięciu lat pobytu na wyspie. Doskonale znajome […]
  • Co lata po La Palmie Moja lapalmania jest fajna, bo jest niszowa. Lubię niszowość, nietypowość, rzeczy na uboczu, ścieżki mało uczęszczane, uliczki boczne, dobre piosenki z trzystoma wyświetleniami na Youtube. […]

7 thoughts on “Zapach La Palmy i wieści przewodnikowe

  1. Cześć! Możesz przy okazji poprawić babole w tym przewodniku Pascala :) Zjechaliśmy Lanzarotę, Fuerteventurę, Gran Canarię i właśnie siedzimy na Gomerze – chyba nie było jeszcze miejsca, w którym w przewodniku nie byłoby błędów – najlepsze są informacje na stronie 1, których zaprzeczenia lądują na stronie 2 :) Nie wspominając już o tym, że połowa przewodnika to tłumaczenie tego od Lonely Planet, który też mamy :D Oferujemy się też jako testerzy Twojego przewodnika po La Palmie (będziemy tam przez kilka miesięcy od września)! Pozdrawiam

    1. Hyhy. Mój będzie najlepiejszy :) W pascalowym najtrudniejszy temat to godziny otwarcia. Primo, w necie mnóstwo sprzecznych danych, segundo, na La Palmie często otwierają jak im się akurat podoba…

    2. Najtrudniej jest z godzinami otwarcia, numerami telefonów, stronami itd – to się ciągle zmienia i nie sposób, żeby było aktualne. Powinno być jednak w miarę git!

  2. Hola, kiedy przewodnik ma szansę wyściubić nosek na światło słoneczne ? Wybieram się na la Palmę 2-8 września :) , ok, wiem , wiem to bardzo krótko, ale nie powiedziałam , że to pierwszy i ostatni raz :). A tak na poważnie, to chciałam zapytać, czy starsza pani podoła tym zakrętasom na drodze – kręcąc kierownicą samochodu oczywiście :) ?, bo podobno niedobrze się robi :( ? Jeśli jeszcze mogę nadużyć uprzejmości autorki Przewodnika Kingowego, gdzie w Santa Cruz można pożyczyć małe auto w takiej cenie, żeby spodnie zostały tam gdzie ich miejsce :) ?
    Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie

    1. Zrobcie mi kickstartera tak, zebym mogla rzucic prace i robic tylko przewodnik i komiksy. Co jakis czas tylko patrze w kalendarz i lapie sie za glowe jak ten czas leci, argh.

    2. Heja, wrzesień to fajny ciepły czas. Wypożyczalnie – najprościej na lotnisku w Cicar, mają niezłe ceny i dobry customer service. No zakrętasy są – to zależy, gdzie się będziecie ładować, ale o ile nie masz jakiegoś panicznego lęku wysokości i w miarę ogarniasz ruszanie z ręcznego, będzie OK.

      1. Dzięki za info, wszystko jeszcze przede mną bo pomyliłam miesiące – miało być 2-8 .10 :) . A na przewodnik będę czekać i tak :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.