Casetas

Casetas
Casetas

Dziś po raz pierwszy będziecie mieli okazję zobaczyć La Palmę pisemnymi oczami Karoliny. Karolinka od lat pięknie pokazuje Wam wyspę swoimi zdjęciami. Podczas edycji powstającego przewodnika turystycznego po La Palmie Karolina trafiła na fragment, w którym wyjaśniam czym jest prawo „ley de costas” – prawo zagrażające istnieniu przybrzeżnych domków zwanych powszechnie casetas. Hej, oczy w dłoń, zapraszam do lektury.

Kinga

 

Caseta
Caseta

Zazwyczaj widzicie wyspę moimi oczyma, poprzez fotografię. Nie ma już czasu i miejsca na refleksję pisemną, tym razem zrobiłam jednak wyjątek. Natrafiłam na temat „casetas” i wzbudził on zbyt wiele wspomnień, żeby o nich nie opowiedzieć.

Spotkawszy na swojej drodze pierwszych Kanaryjczyków od razu oczarowali mnie oni opowieściami o  w swoich casetach. O imprezach, o nocach, kiedy fale oceanu rozbijają się niemalże o próg domu, o letnich miesiącach spędzanych nad brzegiem wody. Prawie każdy z nich posiadał taki nadatlantycki domek; wyobrażałam je sobie jako różowo-turkusowe wille jakie znałam z obrazków o Florydzie. Nikt nie wspominał co prawda o basenach, nikt też nie chwalił się metrami kwadratowymi, ale wyobraźnia – jak zawsze – zrobiła swoje i mając odwiedzić wyspę po raz pierwszy, nie mogłam się doczekać, aż zobaczę taką casetę.

Mijały dni, a ja ocean widziałam tylko z okien domku położonego 800 metrów nad poziomem morza. Zagubiona w wertykalnej przestrzeni nie wytrzymałam i na pożyczonym rowerze (nie było autbusów dojeżdzających na plażę, ani przybrzeżnego hotelu Princess) poprzez wulkaniczne pejzaże zjechałam w końcu do latarni morskiej El Faro i stanęłam oniemiała. To, o czym tak wiele słyszałam, co wyobrażalam sobie tak skrajnie inaczej, w rzeczywistości wyglądało jak lepianki latynoskiej faveli! Pofalowane dachy ze sklejki, prowizorka ścian z kawałka dykty, małe wnętrza, niczym nie udekorowane werandy… To są właśnie casetas, miejsca, o których z dumą i szczerym zachwytem tyle mi opowiadano. Nie mogłam w to uwierzyć!

Casetas
Casetas

No, ale przyszło lato, dni były gorące i długie. Prawie każdego popołudnia przyjeżdżaliśmy do osady nadmorskich domków. Jedynym strojem był kostium kąpielowy, nieustajacą atrakcją kąpiele w zimnej, krystalicznie czystej wodzie oraz życie towarzyskie, które kwitło przy wspólnych pełnych ryb i wina stołach. Tak dobrze pamiętam pierwszą nieprzespaną noc w takim domku. Dźwięk fal rozbijających się pod oknami, błogie uczucie oderwania od całego świata. Takie proste było szczęście w takiej casecie bez żadnych wygód, z rurą prysznica przy ścianie, prowizorycznym grilem i starym materacem. Wieczne wakacje… aż do momentu, kiedy wkroczyło ley de costas.

 

Co to jest Ley de Costas?

Ustawa 22/1988 zwana Ley de Costas, reguluje strefę ochronną wybrzeża Hiszpanii, które pozostaje własnością publiczną i gwarantuje każdemu bez wyjątku bezpłatny dostęp do morza. Ustawa została przyjęta w dniu 28 lipca 1988 r. i nadal obowiązuje. W 2013 roku wprowadzono zmiany (2/2013).

Strefa ochronna jest zazwyczaj ustanowiona na odległość 100 (wyjątkowo aż 200) metrów od morza. Tekst ustawy z 1988 roku jest często krytykowany za swoją nieprzejrzystość, która np. w latach siedemdziesiątych doprowadziła do wybudowania w strefie ochronnej setek nieruchomości, którym następnie wydano zezwolenia na użytkowanie przez okres 30 lat, z możliwością przedłużenia o kolejne 30 lat.

W okresie wielkiego boomu na rynku nieruchomości, jaki miał miejsce w latach dziewięćdziesiątych, bezpośrednio na plażach wyrastały kolejne budynki. Pozwolenia na budowę w strefie ochronnej, szczególnie w lukratywnych rejonach, wydawały władze lokalne. Po wydaniu orzeczenia sądowego nielegalne nieruchomości miały zostać do pięciu lat rozebrane. W większości przypadków obiekty zostały zdemontowane, ale dzięki ustawie 2/2013 część budynków w strefie ochronnej przetrwała i uzyskała pozwolenie na użytkowanie przez okres 75 lat.

Ustawa zabrania powstawaniu nowych budynków mieszkalnych oraz zaostrza warunki dotyczące wprowadzania zmian i napraw w istniejących już obiektach (przede wszystkim rozbudowywanie oraz dobudowywanie kolejnych pięter).

 

Caseta
Caseta

Właściciele domków nie mieli żadnych dokumentów, stawiane one były od pokoleń w rodzinach rybaków, służyły jako weekendowe miejsca spotkań, zastępowały z powodzeniem hotele podczas miesięcy letnich, dla niektórych stanowiły właściwy i jedyny dom. Przestraszeni mandatami rybacy własnoręcznie niszczyli owe domki; inni oparli się nakazom z zewnątrz. Jednak El Faro i wiele innych miejsc na wyspie wyludniło się i bezpowrotnie straciło swój urok. Zburzona została jedna z najlepszych restauracji (serwująca wyśmienite krokiety rybne), zamilkły dźwięki gitar i timple, którymi rozbrzmiewały letnie wieczory, ucichł gwar tubylców, którzy godzinami przesiadywali na drewnianych gankach, patrząc się na ocean i słuchając plotek z sąsiedniego balkonu.

Obecnie na wyspie znajduje się parę skupisk z domkami na plaży. W ciągu roku czuć w nich atmosferę dekadencji, w lecie zapełniają się na nowo. Dzieci latają po czarnych kamieniach plaż, staruszkowie ukrywają się w cieniu niepewności przyszłości tych miejsc.

Caseta
Caseta

Nie można nic odnowić, nie można rozbudować, poprawić. Za każdą zmianę grozi kolejny mandat, ale domki trwają, czasami wręcz wbrew prawom fizyki – już dawno powinny się złożyć jak talia kart. Wytrzymują oceaniczne wichury, wielkie fale i kolejne zmiany prawne dotyczące zagospodarowania wybrzeży. Każdy z nich niby pusty, ale tak naprawdę wypełniony historiami wielu pokoleń, śmiechem wielu dzieci, miłosnymi wybrykami gorących nocy. Wbrew zdrowemu rozsądkowi domki sprzedają się, chętni na zakup znajdują się prawie natychmiast; w dodatku osiagają stosunkowo wysokie ceny, bo nikt nie płaci za prowizoryczne ściany, nikt nie kupuje planów na przyszłość – płaci się za niepewność istnienia, codzienny widok zachodzącego słońca, za luksus posiadania tak niewiele, za szum fal… za chwilowe tropikalne szczęście.

 

Karolina

Podobne wpisy

  • La Palma – grudniowa kontrola jakości Ostatni raz stopa moja dotknęła cudownej ziemi La Palmy dwa lata temu. Druga zresztą też. Co na pewno zmieniło się od tamtego czasu to łatwość dostępu – dwa lata temu były to linie […]
  • Od użerającego się z moją lapalmanią (Poniższy tekst przygotował mój luby). Jadąc na La Palmę po raz pierwszy miałem przewagę w postaci mnóstwa opowieści mojej ukochanej z pięciu lat pobytu na wyspie. Doskonale znajome […]
  • Różnice kulturowe: Palmeryjczyk vs. Europejczyk Kontakt wzrokowy Tak, jak w dzikich częściach wyspy zwierzęta nie nauczyły się bać człowieka, tak Palmeryjczycy nie boją się kontaktu wzrokowego. Na początku jest dziwnie, bo nasze […]

One thought on “Casetas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.