Los Indianos!

Los Indianos
Los Indianos

Dziś najważniejszy dzień w roku na La Palmie – Los Indianos, karnawałowa fiesta celebrująca czasy świetności portu Santa Cruz, pełna ludzi, zabawy, pogody ducha, alkoholu i talku. Dziś (poniedziałek) od 12:00 czasu lokalnego (13:00 polskiego) fiestę będzie można oglądać na żywo na TV La Palma (http://tvlapalma.com/ – lub na facebooku, http://www.facebook.com/TVlapalma/). Co to będzie, co to będzie!

A tymczasem wiemy, co to było, co to było. Mój luby chciał podzielić się wrażeniami ze swojego Los Indianos – przedstawiam Wam los Indianos okiem osoby doświadczającej tej fiesty go po raz pierwszy :)

Tak zacząłem ten dzień
Tak zacząłem ten dzień

Planowanie pierwszego wspólnego wyjazdu na La Palmę, ukochaną wyspę Kingi, zaczęliśmy od wyznaczenia daty spodziewanego lądowania. Nie chciałem sobie odmawiać uczestnictwa w jednej z największych fiest wyspy – Los Indianos. O wydarzeniu wiedziałem jedynie, że należy zgodnie z tradycją ubrać się na biało, mieć dobry kapelusz i mnóstwo talku. Wydarzenie miało się zacząć w Santa Cruz – stolicy wyspy – i trwać przez cały dzień i noc. Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań – w końcu zwyczaje Wysp Kanaryjskich, tej odległej prowincji Hiszpanii, były mi dość obce. Nie brałem też udziału w żadnej z poprzedzających Indianos fiest – poza Fiesta De La Peluca, gdzie wszyscy wokoło mnie nosili peruki, od tych zupełnie prostych po fantazyjne, będące modyfikacją kapeluszy i częścią kolorowych przebrań. Wszystko polane sosem muzyki latynoskiej, alkoholu i dobrej, ciepłej wiosennej zabawy. Był to dość dobry wstęp do tego, co miało mnie czekać w przypadku Los Indianos. Nie wiedziałem, czy będę w stanie wytrzymać tak silne natężenie wrażeń, informacji i emocji, ludzi… czekałem więc z niecierpliwością na ten dzień.

Poranne barraquito, śniadanie (chciałem napisać, że było szybkie, ale na La Palmie nic nie dzieje się szybko – to absolutnie zbędna częstotliwość!) oraz dojazd do Santa Cruz wypełnił nam większość popołudnia. Nie mieliśmy problemu z parkingiem – był on zresztą tego dnia za darmo, wystarczyło zaparkować trochę dalej. W ciągu kilku, kilkunastu minut znalazłem się w otoczeniu ludzi ubranych na biało, bardzo charakterystycznie stylizowanych na wiek XVII – XVIII – jakby byli podróżnikami, dla których La Palma jest portem przeładunkowym lub kierunkiem docelowym… Nie myliłem się – większość ludzi – łącznie ze mną – postanowiła zupełnie naturalnie i swobodnie oddać się tej dramie, tej wielkiej grze fabularnej. Z mniejszym lub większym powodzeniem odgrywali role rdzennych mieszkańców wyspy, którzy powrócili z emigracji zarobkowej i bogatsi o doświadczenia i pieniądze zamierzają zabawić w wielkiej stolicy.

To nie śnieg
To nie śnieg

Zostałem od razu obsypany talkiem – przez Kingę, przez mijających mnie ludzi, przez wielką armatę, którą kilkunastu dzielnych jegomości transportowało w kierunku centrum miasta… Zapach dziecięcego talku był wbrew pozorom dość przyjemny i w kilku chwilach stał się tak wszechobecny, jak muzyka fiesty – skoczna, pełna energii, latynoskich rytmów, rytmiczna, a jednocześnie prosta i taneczna. Talk nie przeszkadzał mi w niczym, podejrzewam, że nawet najgorzej znoszący pyłki alergicy będą w stanie wytrzymać jego natężenie – sypał się zewsząd… Niektórzy ludzie – zwłaszcza w okolicy portu – nie byli przygotowani na wszechobecność talku, wydawało mi się, że przestraszyłem kilka osób, gdy wysypałem na nich biały proszek. Nie brałem jeńców, sam byłem coraz bardziej biały…

Ku mojemu zdziwieniu nie miałem większych problemów z okularami – oczywiście mimo ograniczonego komfortu widzenia talk nie stanowił tak dużego problemu, jak przewidywałem.

Se prendió la fiesta
Esta noche voy a beber
Traigan la maizena
Porque voy a dar…

Ten to miał zabawę
Ten to miał zabawę

Zapasy strategiczne zimnego, chłodzonego kilka dni piwa, okazały się być całkiem dobrym pomysłem – nie musiałem polegać na lokalnych punktach, nie chciało mi się bowiem wobec nadmiaru wrażeń zatrzymywać ani na chwilę. Oczywiście bez ujmy dla lokalnych browarów – podejrzewam, że był to dla nich najlepszy dzień obrotu…

Ludzie bawili się wyśmienicie. Niektórzy dołożyli naprawdę wielu starań, aby ich przebrania, pojazdy, gadżety i akcesoria wyróżniały się z tłumu i dodawały barw nieuporządkowanym korowodom gapiów. Pełno jedzenia i alkoholu dopełniało atmosferę wielkiej biesiady, biesiady na cześć przyjezdnych synów i córek wyspy, wracających z kieszeniami pełnymi… talku.

…Serrucho serrucho serrucho
Esta noche doy Serrucho

Serrucho serrucho serrucho
Esta noche doy Serrucho

My
My

Muzyka, która mocno mną poruszyła, zwłaszcza na jednej z głównych ulic w głębszej części centrum miasta, była na tyle przystępna w swoim folklorze, że co chwila podrywaliśmy się do tańca. Próbowałem nieudolnie śpiewać razem z innymi refreny, najbardziej zapadające w pamięć fragmenty piosenek, bawiąc się przy tym całkiem nieźle. Niewielkie fragmenty melodii, słowa, gesty zapisały się w mojej pamięci na tyle wyraźnie, że mogłem je przywołać na długo po Los Indianos.

To był dobry czas, dobre miejsce i dobrzy ludzie.

 

Chicharrero, chicharrero de corazón!

Interakcje z turystami i tubylcami były dość ciekawe, po kilku godzinach w deszczu talku, alkoholu i wiosennego słońca różnice językowe i kulturowe zacierały się dość mocno. Obcy sobie ludzie pozdrawiali się serdecznie, inicjując krótkie rozmowy, angażując się w swoje role mniej lub bardziej umiejętnie… tworząc ciepłe okruchy wspomnień. Napotkani dalsi i bliżsi znajomi Kingi utwierdzili mnie w przekonaniu, że na Los Indianos przybywa prawie cała wyspa. Nieznajomi, przypadkowo poznani byli też niesamowicie przyjaźni, otwarci, radośnie podchodzący do wydarzenia, cieszący się chwilą, cieszący się życiem.

– To zaszczyt spotkać tak piękną damę w takim cudownym miejscu.

– Dziękuję bardzo. Jak się szanowny pan bawi?

– Bawię się dobrze, cieszę się chwilą, oddycham powietrzem dziecięcej niewinności, nie myślę o następnym dniu. Podzielę się z tobą tym skarbem, piękna damo. Dam ci to, czego dziś nam nie brakuje, to co jest dziś najcenniejsze (wyciąga z kieszeni garść białego talku, obsypuje Kingę), ta chwila jest ulotna, jak nasze życie i tak bardzo piękna. Bywaj!

 

Bez komentarza :) (Na ekranie: "Just another day on La Palma")
Bez komentarza :) (Na ekranie: „Just another day on La Palma”)

Barter używek, barter alkoholi oraz zabawa do jarmarcznych melodii towarzyszyła tworzącym się enklawom dzielnic, mikrobarów i zaułków. Energia życia, energia zabawy pulsowała przez miasto do pierwszych chwil porannych. Było nad wyraz spokojnie, mimo ogromnych ilości alkoholu i innych używek skonsumowanych przez imprezujące miasto. Pożegnanie z Santa Cruz było pełne emocji… być może za rok, za dwa lata będzie nam dane znów przybyć z odległego lądu, by wspólnie cieszyć się chwilą, cieszyć się tym cudownym, ulotnym kwiatem, jakim jest życie. I jak co roku woda dni następnych zmyje talk i przygotuje nas na wspomnienia następnych chwil, pełnych szczęścia, miłości i białego pudru.

Vale!

 

 

 

 

  1. Dobrze jest się przygotować zawczasu i spakować kilka potrzebnych rzeczy do plecaka. Dobrze jest mieć trochę własnego alkoholu i wody – odpada czekanie w kolejkach, gdy się nie ma na to ochoty. Dobrze wziąć potrójny zapas talku, bo dobrobytu i bogactwa w dniu Los Indianos nigdy za wiele!

2 thoughts on “Los Indianos!

    1. Teorii jest kilka, żadne źródło nie jest konkluzywnie jasne. Generalnie zwyczaj obsypywania się proszkami istniał na Kanarach już w XVII wieku. Istnieje miejska legenda, że w porcie zawinął kiedyś statek z zepsutą mąką, którą zaczęto się obsypywać, ale to raczej nieprawda. Więcej na ten temat będzie w przeowdniku :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.